Jechałem motocyklem, bez celu, po prostu przed siebie. Nie planowałem trasy i końca wycieczki. Patrzyłem przed siebie, gdy tylko zrobiła się luka, lewy kciuk na włącznik kierunkowskazu, odkręcona manetka i zmiana pasa. Wyprzedzanie, zakręty, kolejne pojazdy. Wjechałem w dobrze znany sobie teren, zwolniłem. Lewy, prawy łuk. Przystanek PKS, w lewo. Kilkaset metrów i wykostkowany parking. Zgasiłem silnik, zsiadłem. Kask rękawiczki do kufra. Pogoda do jazdy dziś była idealna ciepło lecz nie upalnie. Uwielbiam jeździć motocyklem, odczucia są zgoła inne niż samochodem. Poczuć można wszelkie zapachy przyjemne i te mniej również. Motocykl to najwspanialszy odstres na świecie. Ja, motocykl i asfalt. Rozpiąłem kurkę i ruszyłem drogą przed siebie. Nie byłem w tym miejscu już piętnaście lat. Nad moją głową śmigały ptaki śpiewając głośno. Ludzie pozdrawiali mnie, lecz do mnie nie docierały ich głosy. Stawiałem stopę za stopą. Po lewej stronie stoi zaniedbany budynek, w którym nikt nie mieszka. Droga w lewo, którą pokonywałem niezliczoną ilość razy, na której w końcu udało się położyć asfalt. Poszedłem prosto, nie potrafiłem się zmusić aby wejść na podjazd. Krok za krokiem, metr za metrem. Asfalt się skończył, tu akurat nic się nie zmieniło. Kilka ciekawych par oczu śledziło mój spacer, lecz ja nie zwracałem na nich uwagi. Doszedłem do rozstaju dróg, teraz w prawo polną drogą. Zszedłem na miękki, zielony dywan utkany z trawy. Byłem coraz bliżej samotnego drzewa pośród morza zieleni. Z gałęzi zwisała opona uwiązana sznurem. Podszedłem bliżej i usiadłem plecami opierając się o pień. Zamknąłem oczy. Wiatr był praktycznie niewyczuwalny. W trawie hałasowały świerszcze. W konarach drzew schroniły się ptaki. Siedziałem tak nieruchomo i rozmyślałem o starych, dobrych czasach. O dniach kiedy Tornado szalał z podobną oponą, o chwilach gdy razem z Dziunią szaleli w okolicach tego drzewa. Wróciły do mnie też trudne momenty gdy byliśmy tam pożegnać Fifkę czy Stefana. Przypomniał mi się dzień gdy Adam był na manewrach w tej okolicy i wysłał mi zdjęcie przedstawiające „samotne drzewo na łące” Ocknąłem się gdy już się ściemniło. Niebo było bezchmurne, gwiazdy pięknie eksponowały się na aksamitnie czarnym niebie. Wróciły do mnie kolejne wspomnienia. Spójrz jak miejsce potrafi odświeżyć pamięć. Piętnaście lat. Życie jest takie nieprzewidywalne. Jakby się nad tym głębiej zastanowić, jedno jest w moim życiu niezmienne, dziwnym zrządzeniem losu nie potrafię nigdzie zagrzać miejsca dłużej niż na kilkanaście lat. Teraz znów czeka mnie przeprowadzka. Powoli, nieśpiesznie wróciłem do motocykla.
Powroty
Opublikowane przez Nieoczywisty
Przychodzi taki czas w życiu, kiedy nie możesz już dłużej dusić swych słów w duszy! Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest Nieoczywisty