Zwolnił, włączył kierunkowskaz i zjechał w polną drogę pojazd powoli pokonywał kolejne metry nierównej drogi. Odjechał kilkaset metrów, zgasił światła i silnik. Otworzył drzwi, owiało go ciężkie gorące powietrze lipcowej nocy. W kabinie termostat miał ustawiony na dziewiętnaście i pół stopnia Celsjusza, więc nie zdawał sobie sprawy z faktu jak upalnie jest jeszcze na dworze. Wdrapał się na maskę nie dbając o to że może ją porysować lub wgnieść, położył się na dachu. Wziął głęboki wdech, ciepłe powietrze wypełniło pęcherzyki płucne po kres ich pojemności. Był sam pośród cicho szumiącej pszenicy. Po szosie, którą przed chwilą się poruszał, co kilka minut przejeżdżał pojazd z głośnym wizgiem opon, bardzo chropowaty asfalt powodował że opony grały bardzo głośno. Spoglądał w doskonale aksamitne niebo poprzetykane milionem drobnych gwiazd. Zwrócił uwagę na jedną z nich, mógłby przysiąc że mruga do niego zalotnie, lecz to przecież niemożliwe. Przymknął na chwilę powieki, a gdy otworzył oczy ponownie, nie potrafił jej znaleźć. Dogoniło go uczucie samotności, które tak dobrze znał, bardzo często czuł się potwornie samotny, nawet gdy znajdował się w otoczeniu innych ludzi. Zamknął powieki i trwał tak w idealnej ciemności. Z zamyślenia wyrwał go motocyklista który przejechał w pobliżu z ogromną prędkością i głośnym rykiem silnika. Zsunął się z dachu, odpalił silnik i odjechał.
Aksamitny
Opublikowane przez Nieoczywisty
Przychodzi taki czas w życiu, kiedy nie możesz już dłużej dusić swych słów w duszy! Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest Nieoczywisty