Rozgwieżdżona – Arden 2

Stali na skraju lasu, na niewielkiej piaszczystej plaży, która znikała w toni urokliwego jeziora. W gładkiej tafli wody, odbijały się błyszczące gwiazdy, rozsiane na granatowo-czarnym niebie. On postawny, mierzący niespełna metr dziewięćdziesiąt, zbitej postury, noszący o kilka kilogramów za dużo. Ubrany w białą koszulę, z podwiniętymi rękawami, jasne spodnie z materiału, o fakturze drobnego sztruksu. Ciemne włosy, gruba oprawka okularów na trochę zbyt dużym nosie, kryła za sobą niebieskie oczy. Ciemny zarost średniej długości, maskował okrągłą twarz. Przeciętny facet o pospolitej aparycji, jakich mijamy codziennie setki. Ona filigranowa, drobna, dziewczynka jeszcze. Stała wpatrzona w niebo, w beżowej koszuli z krótkim rękawem, czarne obcisłe spodnie, które doskonale opinały biodra, uwydatniały kształtne pośladki i uda. Długo przypatrywał się jej figurze, oczywiście miał nadzieję że ona tego nie zauważa.

Zbliżył się do niej, szedł boso po chłodnym piasku. Była sporo niższa, sięgała niewiele powyżej jego brody. Poczuł zapach skóry, rozgrzanej niedawnym upałem. Chwycił ją za łokcie, drgnęła lekko,

  • wciąż się mnie wstydzisz? – Wyszeptał jej do ucha, pochylając się lekko.
  • Mówiłam ci że mnie zawstydzasz, – odparła równie cicho.
  • Mimo wszystko jesteś tu ze mną, – te słowa również były skierowane wprost do jej ucha.

Nie odpowiedziała, wzruszyła jedynie ramionami.

  • Na to wygląda- dodała po chwili przerwy.

Mężczyzna wyprostował się, jego dłonie delikatnie przesunęły się na ramiona. Lekkim naciskiem dał znać, że chce aby się odwróciła, nie protestowała. Patrzył prosto w jej niebieskie oczy. Jego wzrok powoli wędrował od ciemnych, prostych, rozpuszczonych włosów, poprzez zadbane brwi, niewielki nosek, usta na których znalazła się odrobina czerwonej pomadki. Podziwiał ją iż nie podążała za ogólnie panującą modą, plastikowej sztuczności, malowanych brwi, doklejanych rzęs, sztucznych ust. Była naturalnie piękna za co był jej ogromnie wdzięczny.

Nie zareagowała gdy odległość pomiędzy ich twarzami się zmniejszała. Nie zrobiła uniku gdy ich usta się spotkały. Chłopak chwycił jej twarz w dłonie i całował namiętnie. Odwzajemniła pocałunek, a jej dłonie powędrowały na jego łopatki, przytulając mocno. Całowali się długo. Jego usta powoli, poprzez policzek, powędrowały do płatka ucha, a następnie na bok szyi, którą całował, pieścił językiem, a nawet delikatnie przygryzał. Westchnęła cicho, odsunął się o kilka milimetrów i delikatnie dmuchał na wilgotną skórę co spowodowało iż przeszedł ją dreszcz. Po chwili znów całował jedwabiście gładką skórę. Oddychała ciężko, miała przymknięte oczy, Jej skóra stała się gorąca, co spowodowało że zapach perfum był jeszcze bardziej intensywny, oszałamiał i intrygował. Dziewczyna zaczęła oddychać coraz głębiej, szybciej, odwróciła delikatnie głowę w taki sposób że czuł jej gorący oddech na uchu i szyi. Po kolejnej dawce pieszczot, zaczęła mruczeć, a następnie wzdychać coraz głośniej. Spróbowała się odsunąć, lecz przytrzymał ją mocno. Jej dłonie powędrowały na jego klatkę piersiową i w chwili gdy z jej ust wyrwał się głośny krzyk rozkoszy, który długo niósł się echem po gładkiej tafli jeziora, odepchnęła go mocno. Na tyle mocno że upadł na plecy. Błyskawicznie usiadła na wysokości pasa, chwyciła jego ręce i pocałowała w usta. Ich języki znów splatały się ze sobą przynosząc ogromną dawkę rozkoszy. Całowała go mocno i zachłannie. Chwyciła jego koszulę na piersi i sinym szarpnięciem rozpięła kilka guzików. Zaczęła całować jego zarośnięty tors. niespodziewanie przestała i przytuliła się do niego.

  • Co się ze mną dzieje? Nie powinnam się tak zachowywać. Praktycznie Cię nie znam – powiedziała cicho.

Dodaj komentarz