słońce zwiesiło głowę przez wysokie topole, które straciły kolor i widać było tylko ich kontury. Od północy nadciągały czarne chmury zwiastujące deszcz. Niebo mruczało niespokojnie, a wyładowania elektryczne co chwilę zostawiały jasne blizny na tle ciemnych chmur. Na zachodzie niebo płakało nad ziemią, szybko, równomiernie, nieustannie, smugi deszczu wyraźnie odznaczały się na widocznej jeszcze tarczy słońca. Deszcz miarowo stukał o szarą, spragnioną wody, ziemię. Wiatr szumiał delikatnie, pod jego naporem wszelka roślinność wyginała się i zdawała tańczyć w rytm wciąż nasilającej się burzy. Szmer wiatru, delikatny rytm wybijany przez wielkie opasłe krople spadające na twardą ziemię, oraz odgłosy zagniewanego nieba tworzyły wspaniałą, niemożliwą do odtworzenia muzykę, skomponowaną przez Matkę naturę…. Ja stałem w samym środku tego cudu, spokojny, cichy, pokorny, marząc by umrzeć!
Ślepcy
Opublikowane przez Nieoczywisty
Przychodzi taki czas w życiu, kiedy nie możesz już dłużej dusić swych słów w duszy! Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest Nieoczywisty