Arden

Ardena obudził chłodny powiew porannego wiatru, który wpadł przez uchylone okno i błądził po sypialni. Natrafił na nagi tors i przebiegł po nim wywołując gęsią skórkę. Otworzył oczy i dopiero po chwili dotarło do niego że jest przemarznięty. Był odkryty, co tłumaczyłoby wychłodzenie ciała. Kołdra leżała na podłodze obok łóżka. Usiadł, bose stopy dotknęły puszystego dywanu. Dłońmi przetarł oczy, przeczesał rozwichrzone włosy. Świadomość z wolna wracała. Podniósł butelkę wody i upił kilka łyków. Zegar wskazywał czwartą czterdzieści. Wstał i powoli podszedł do okna. Widok zaparł mu dech w piersi, po niebie leniwie dryfowały ciężkie szare, a miejscami czarne chmury. Na wschodzie, zza drzew nieśmiało wyglądało słońce, które za chwilę rozpocznie swoją codzienną wędrówkę po nieboskłonie. Widoczny fragment tarczy był jasnożółty, chmury które znajdowały się blisko miały kolor krwistej czerwieni, a w miarę oddalania się od źródła światła kolor bladł i zmieniał się w odcienie pomarańczy, aż całkowicie zanikał. Las nad którym wschodziło słońce pozbawiony był koloru i widać było tylko jego ciemny kontur na tle rozświetlonego nieba. W nocy padał deszcz, woda która spadła na ziemię została zachłannie wchłonięta i nie było po niej śladu, krople które spadły na asfalt i dachy, szkliły się w promieniach słonecznych. Stał urzeczony tym widokiem, żałując że nie ma pod ręką aparatu, aby uwiecznić ten cud natury. Świat nie lubi stagnacji i pędzi przed siebie z zawrotną prędkością. Widziany obraz szybko się zmienił. Mężczyzna wyszedł z sypialni i skierował się do kuchni, wstawił wodę na kawę i poszedł wziąć prysznic. Długo stał w ciepłych strumieniach wody opierając się dłonią o kafle. Wytarł się, umył zęby, brodę i włosy dosuszył suszarką, olejek i balsam wtarł w zarost i skórę, następnie wyczesał brodę kartaczek. Większość ludzi uważa że brody noszą ludzie leniwi, którym nie chce się golić, nie zdając sobie sprawy z faktu ile czasu zajmuje jej pielęgnacja, jeszcze stylizacja fryzury. Spojrzał w lustro z którego spoglądał czterdziestoletni mężczyzna o pospolitych rysach. Trójkątnej brodzie, wysoko, mocno wygolonych bokach i dłuższych włosy zaczesanych na bok, wszystko to maskowało jego okrągłą twarz. Ciemne, prawie czarne włosy mocno kontrastowały z siwą brodą. Na nosie czarne oprawki okularów zza których spoglądały błękitne tęczówki oczu. Całości obrazu dopełniały wydatne usta.
Wrócił do sypialni spakować walizkę. Powinien był zrobić to wczoraj, ale na to nigdy nie ma odpowiedniego czasu. Schował bieliznę, koszulki polo i jeansy, tak na wszelki wypadek. Wyjazd nie będzie długi, ale lepiej mieć w zapasie. Następnie do walizki trafiła starannie złożona koszula. Na koniec do dodatkowej kieszeni wpakował sportowe buty. Ubrał przygotowane spodnie, koszulę wraz z marynarką zniósł na dół i powiesił na oparciu krzesła. Z łazienki zabrał kosmetyczkę. Wodę musiał zagotować ponownie, ponieważ zdążyła już wystygnąć. Aromat świeżo parzonej kawy wypełnił kuchnię i salon. Przez chwilę wahał się nad wyborem śniadania, padło na jajecznicę, pożywną i szybką w przygotowaniu. Włączył telewizor, wybrał kanał muzyczny i powoli zjadł śniadanie, popijając gorącą, gorzką kawą. Zegar wybił godzinę szóstą, zdziwił się, gdyż nie spodziewał się że tak długo się szykował. Talerz, sztućce i kubek po kawie wstawił do zmywarki. Ubrał koszulę i marynarkę. W myślach przeliczył czy wszystko spakował. Olśnienie, ładowarka i słuchawki, szybko pobiegł do sypialni. Założył buty i wyszedł z domu. Taksówka właśnie podjechała.
Droga na dworzec minęła szybko, ruch w mieście Almeris był jeszcze niewielki, spowalniały ich co prawda światła, które uparcie wskazywały czerwoną barwę, jak gdyby nie chciały, aby zdążył na pociąg. Za kurs zapłacił przy pomocy telefonu, technologia w takich przypadkach jest bardzo przydatna i pomocna, bilet kolejowy również kupił za pośrednictwem Internetu i posiadał jedynie jego cyfrową wersję. Do odjazdu miał jeszcze niespełna dwadzieścia minut więc niespiesznym krokiem poszedł w stronę wejścia na dworzec, ciągnąc za sobą walizkę, której malutkie kółka niemiłosiernie podskakiwały na wyboistym chodniku. Ludzi z każdą chwilą przybywało, szli w milczeniu spiesząc się. Pokonał podziemne przejście, w którym znajdowały się witryny z plakatami i reklamami sklepów, oraz ściany pomazane obscenicznymi napisami. Przynajmniej służbom ochrony udało się wyeliminować meneli, którzy nie przeszkadzaliby mu, gdyby nie to, że mieli brzydki zwyczaj załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych w tej bądź co bądź zamkniętej przestrzeni. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął telefon i sprawdził z którego peronu przewidziany był odjazd pociągu. Przed schowaniem aparatu, wydobył z kieszeni słuchawki, podłączył je i otworzył aplikację streamingową z ulubioną muzyką. Schował telefon i udał się na peron. Stał z dłońmi w kieszeniach spodni obserwując otaczających go ludzi. Pociąg wjechał z impetem na dworzec, minęła go biało-niebieska lokomotywa, a następnie biało-niebieskie wagony z zielonym pasem nad oknami, które zwalniały z głośnym piskiem hamulców. W momencie całkowitego zatrzymania się pociągu, drzwi otworzyły się automatycznie i mrowie ludzi ubranych w różnokolorowe ubrania wylało się na zewnątrz. Twarze mieli poważne, prawie nikt się nie uśmiechał. Skupiali się aby jak najszybciej opuścić peron. Zauważył ładną szatynkę, włosy miała spięte w koński ogon. Ich spojrzenia spotkały się na chwilę, uśmiechnęła się zniewalająco, po czym zniknęła w tłumie pasażerów. Odwrócił się, wypatrzył Ją jeszcze na chwilę, szybko sobie wytłumaczył że nie zdąży pobiec i poprosić jej o numer telefonu przed odjazdem pociągu. Prawda jednak jest taka że nie odważyłby się zaczepić tak ładnej dziewczyny. Z wagonów wysiadły już ostatnie osoby, a to sprawiło że ludzie otaczający go ruszyli aby wsiąść. Odszukał wagon zgodny z numerem na rezerwacji. Ludzie kłębili się i przepychali przy wejściach, nigdy nie potrafił tego zrozumieć, w końcu każdy ma zagwarantowane miejsce i nawet jeśli wsiądzie jako ostatni to odjedzie o tym samym czasie. Odnalazł przedział z fotelem o numerze trzydzieści jeden, wszedł do środka i pozdrowił zwyczajowym „dzień dobry” dwie osoby, z którymi będzie wspólnie podróżował. Po lewej stronie pod drzwiami siedział mężczyzna w średnim wieku, o ciemnych włosach przyprószonych siwizną, gładko ogolonym i schludnie ubranym. Pod oknem, naprzeciw jego fotela miejsce zajmowała starsza kobieta, o białych, prostych włosach, z dużymi okularami w ciężkich brązowych oprawkach. Walizkę ostrożnie odłożył na półkę, upewniając się że leży stabilnie i nie ma obawy aby spadła robiąc komuś krzywdę. Usiadł na swoim miejscu i odprężył się. Zauważył że kobieta coś do niego mówiła, ale jej słowa zagłuszane były przez muzykę płynącą ze słuchawek, które cały czas znajdowały się w jego uszach. Wyciągnął je, i poprosił aby powtórzyła. Okazało się że kobieta źle znosi podróż tyłem do kierunku jazdy i pyta o możliwość zamiany miejsc. Zgodził się, ponieważ dla niego nie miało to żadnego znaczenia, kilkanaście sekund później nastąpiła roszada. Ponownie włożył słuchawki do uszu i przymknął oczy, wracając do swojego świata. Przypomniała mu się ciemnooka ślicznotka z peronu, przywołał w myślach Jej wygląd. Pierwsze co rzucało się w oczy, to długie, ciemne, proste, lśniące włosy. Następne co pamiętał to roześmiane piwne oczy, wypielęgnowane delikatne brwi, żadne malowane kreski czy grube nie wiadomo co. Okazało się że jeśli mocno się skupi to jest w stanie przypomnieć sobie całkiem dużo szczegółów. Pociągła, symetryczna twarz, delikatne kształtne usta, pokryte jasno różową pomadką. Podczas uśmiechu zauważył rząd równiutkich białych zębów. Szczupła figura, równocześnie bardzo kobieca. Ubrana była w obcisłe niebieskie jeansy, które podkreślały szerokie biodra, czarna bluzka z głębokim dekoltem. Żałował że nie zdobył się na odwagę, zawsze tylko żałował! Pociąg lekko szarpnął i ruszył w dalszą podróż.
Mężczyzna otworzył oczy, a obraz nieznajomej rozwiał się i zniknął. Jeżdżąc pociągiem jako mały chłopiec Arden wyobrażał sobie, że pociąg stał w miejscu, a świat za oknem się poruszał. W tej chwili miał podobne odczucia. Peron, ławki, słupy podtrzymujące zadaszenie, zegary peronowe, wszystko to, zerwało się do biegu i coraz szybciej znikało za grubą aluminiową ramą okna. Uśmiechnął się nieznacznie. Obrazy pojawiały się i znikały coraz szybciej. Pomimo założonych słuchawek i muzyki płynącej wprost do ucha, usłyszał charakterystyczny przeciągły gwizd lokomotywy. Tak jak się spodziewał, pociąg przetoczył się przez przejazd kolejowy, z zamkniętymi zaporami, za którymi czekały samochody gotowe w każdej chwili ruszyć w dalszą drogę. Mijali domy, hale magazynowe i produkcyjne, mury pomazane różnymi niestosownymi napisami, jak i kolorowymi graffiti, które są małymi dziełami sztuki. Budynki pojawiały się coraz rzadziej, aż zniknęły zupełnie zastąpione przez zielone łąki przetykane czerwonymi makami i żółtymi kaczeńcami, oraz czarne pola, równo zaorane na których posadzone rośliny ledwo odrosły od ziemi. Wjechali na stary stalowy most prowadzący nad rzeką, po której płynęła barka wypełniona węglem, ciągnięta przez holownik. Nagle drzwi do przedziału się otworzyły i do środka wszedł konduktor. Arden wyciągną słuchawki z uszu, z kieszeni wydobył telefon, odszukał elektroniczny bilet i skierował ekran w stronę konduktora, który zeskanował znajdujący się tam kod, podziękował i wyszedł. Pozostali pasażerowie musieli mieć sprawdzane bilety wcześniej. Postanowił napić się kawy.
Wyszedł z przedziału, zamknął za sobą drzwi i skierował się w stronę wagonu restauracyjnego. Do pokonania miał jeszcze dwa wagony i ich wąskie korytarze. Kilkukrotnie musiał minąć się z innymi pasażerami idącymi w przeciwnym kierunku. Zauważył tez kilka osób stojących na korytarzu, prawdopodobnie wyszli z przedziałów aby rozprostować zdrętwiałe kości. Przewaga pociągów nad autobusami. Pomyślał że jego sympatia do pociągów może mieć coś wspólnego z tym że jego ojciec, wujowie, dziadek pracowali w PKP. Dotarł do WARS’a, miał sporo szczęścia gdyż w chwili gdy wszedł do środka, młoda para zwolniła stolik. Zamówił czarną, gorzką kawę i usiadł przy oknie. Wrócił myślami do dziewczyny z peronu, zrobiła na nim większe wrażenie niż mu się początkowo wydawało. Analizował tę krótką chwilę gdy ich spojrzenia się spotkały, wspomnienie Jej zniewalającego uśmiechu, uchwycił ten krótki obraz i niczym filmowi w trójwymiarze przyglądał się każdej jego klatce z osobna. Poczuł ucisk na sercu, lekko potrząsnął głową otworzył oczy, bezimienna zniknęła, a on wrócił do rzeczywistości. Na stole przed nim stała gorąca, parująca kawa. Nigdy nie był znawcą lecz niezmiennie aromat świeżo parzonej kawy sprawiał mu przyjemność. Powoli wypił gorący napój, delektując się nim. Wrócił do przedziału, w którym pojawiła się nowa osoba, była to młoda blondynka, o krótkich włosach, przelotnie spojrzała na niego, po czym wróciła do lektury książki. Ostrożnie zajął swoje miejsce. Wyjeżdżali z jakiegoś większego miasta, kolejne budynki znikały z pola widzenia, gdy zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz, dzwonił przyjaciel, wyszedł na korytarz aby nie przeszkadzać. Rozmawiali długo, poruszając tematy od Formuły 1, której obaj byli fanami, poprzez ostatnie wydarzenia, o których pisze się na pierwszych stronach gazet, po nieznajomą do której mężczyzna wstydził się odezwać. Usłyszał kilka „ciepłych” słów na temat jego braku pewności siebie, oraz puentę „lepiej spróbować, a potem żałować, niż żałować, że się nie spróbowało”, co do zasady, zgadzał się z tą maksymą, lecz czasem wprowadzenie jej w życie nie jest takie proste. Wracając na miejsce, zwrócił uwagę że jego podróż dobiega końca. Ostrożnie ściągnął bagaż, pożegnał się i wyszedł z przedziału. Przed dworcem wsiadł do taksówki i udał się na umówione spotkanie. Dwa dni później, w środku nocy wsiadł do pociągu powrotnego. Prawie całą podróż spał, więc minęła szybko. W miejscu przeznaczenia był wcześnie rano, słońce chwilę wcześniej wstało zaspane i powoli rozpoczęło podróż na zachód. Poranek był rześki, dlatego postanowił przejść spacerem do centrum miasta i wypić kawę, choć nie miał pojęcia czy uda mu się znaleźć jakiś otwarty lokal. Szedł niespiesznie prawie pustymi chodnikami, ulicami przejeżdżały pojedyncze auta, miasto jeszcze spało. Nagle zza rogu starej kamienicy wyszła osoba patrząca w przeciwnym kierunku. Zderzyli się. Dziewczyna zachwiała się i upadłaby gdyby nie przytrzymał Jej za rękę. 

  • Przepraszam! – powiedzieli równocześnie,
  • Nie ma za co – znów zabrzmiało jednocześnie,

Uśmiechnęła się i wtedy Ją rozpoznał, ciemnooka nieznajoma z peronu. Poczuł jak się rumieni, policzki go paliły, miał nadzieję że nie będzie to zbyt widoczne. Serce w jego piersi zaczęło pompować krew jak szalone, w brzuchu poczuł łaskotanie, jak gdyby znajdował się tam samolot, prowadzony przez szalonego, a na dodatek pijanego pilota. Usta błyskawicznie mu spierzchły, w gardle zabrakło śliny. Stali patrząc na siebie. Postanowił zapytać o jej imię, ale słowa były bardzo ciche, jakby uwięzły w krtani. Lewą dłoń złożył w pięść, przyłożył do ust i odchrząknął, miał się odezwać ponownie lecz dziewczyna była szybsza.

  • Stoję, już możesz puścić moją dłoń.

Spojrzał w dół, rozluźnił uchwyt, a ona powoli cofnęła rękę. Był tak zmieszany że chciał podnieść swoją walizkę i ruszyć w dalszą drogę, gdy znów usłyszał dźwięczny głos.

  • Chciałbyś zapytać mnie o imię?

Zerknął na nią, w dalszym ciągu patrzyła na niego, uśmiechając się uroczo, rozbawiona jego zmieszaniem. Wziął się w garść i odpowiedział.

  • Tak, właśnie to miałem zrobić. Jak masz zatem na imię?
  • Jestem Klaris, a Ty?
  • Arden, miło mi Cię poznać Klaris – stres odpuścił już całkowicie.
  • Czy dasz się zaprosić na kawę ? – dodał.
  • Przykro mi bardzo Ardenie, jestem już spóźniona na bardzo ważne spotkanie. Nie mogę go przełożyć – „choć bardzo bym chciała”, te ostatnie słowa rozbrzmiały jedynie w jej myślach.
  • W takim razie, może zapisz sobie mój numer telefonu i jeśli znajdziesz chwilę, to się odezwij ?

Wpisała kombinację cyfr do aparatu i rozeszli się, każde w swoją stronę. Po kilku krokach popatrzył za nią, jak pospiesznie się oddalała. Uszedł kilka kroków gdy zadzwonił telefon, sprawdził kto dzwoni, lecz wyświetlał się tylko numer, w tej chwili dobiegły go słowa.

  • Teraz masz mój!

Oglądnął się, machała do niego, uśmiechając się szeroko.

  • Do usłyszenia! – dodała, po czym ruszyła w dalszą drogę skręciła w lewo i zniknęła za budynkiem.

Ruszył do centrum miasta rozmyślając nad tym co właśnie się wydarzyło, w głowie kłębiły się tysiące myśli, różnych myśli. W chwili gdy odmówiła kawę, wymawiając się spotkaniem, był przekonany że nie jest zainteresowana znajomością z nim. Spróbował jeszcze zostawiając numer, uważał że tak jest fair, niektórzy mogą mieć opory przed przekazaniem numeru telefonu zupełnie nieznajomej osobie. W tym przypadku to kobieta decyduje czy podzielić się swoim numerem. Jak się okazało, Klaris szybko zrobiła ten krok, co zdecydowanie go uskrzydliło. Znalezienie kawiarni o tej godzinie nie było łatwe, ale się udało. Zamówił czarną. Po kilku minutach na stoliku stała filiżanka aromatycznego napoju. Wyciągnął telefon aby zapisać otrzymany numer w książce, lecz pojawiła się mała komplikacja podczas wpisywania kontaktu, gdyż nie wiedział co ma wpisać w polu „nazwisko”, Arden każdy kontakt wpisuje z imienia i nazwiska. Po dłuższej walce z samym sobą wysłał wiadomość, w której wyjaśnił dlaczego chce znać nazwisko. Odpowiedź przyszła zadziwiająco szybko, okazało się że Klaris doskonale rozumie jego „dziwactwo”, mało tego, robi dokładnie tak samo. Uzupełnił dane kontaktowe, dopił kawę i poprosił o rachunek. Zapłacił, zostawił napiwek i wyszedł na zewnątrz, gdzie panował już całkiem spory ruch, ludzie spieszyli się, na ulicach samochodów przybywało z minuty na minutę, powodując coraz to większe korki, a co za tym idzie, stres i nerwy. Kilku kierowców trąbiło na gapiostwo innych, zamaszyście przy tym gestykulując i z pewnością klnąc siarczyście. Temperatura podniosła się na tyle że przewiesił marynarkę przez przedramię. Znalazł wolną taksówkę i wrócił do domu. Włączył muzykę, i poszedł wziąć prysznic. Przepasany ręcznikiem zaledwie poszedł zaparzyć herbatę, gdy wziął telefon do ręki stwierdził zdziwiony że otrzymał dwie wiadomości od Klaris. Pierwsza brzmiała: 

  • k – Ardenie poznałeś moje imię i nazwisko lecz nie zrewanżowałeś się tym samym. Nie ładnie!

Druga była emotikoną, przedstawiała głowę małpki, która zakrywa sobie oczy. Cóż, miała dziewczyna rację. Czym prędzej odpisał, przepraszając za faux pas. Ubrał się, usiadł z kubkiem herbaty i notebookiem do stołu, aby przeanalizować informacje i rzeczy które wydarzyły się na wyjeździe. Jego myśli wciąż wracały do spotkania na ulicy. Co jakiś czas przychodziła wiadomość na komunikatorze WriteMe, na którą odpowiadał, lub prowokował nowy wątek. Praca szła opornie, za to „rozmowa” na komunikatorze płynęła szybko i przyjemnie, okazało się że mają podobne zainteresowania. Płynnie przechodzili od tematów lekkich, przyziemnych po ciężkie egzystencjalne. Jedną z bardziej szokujących informacji była ta o wieku Klaris. Sama sprowokowała ten temat, przekonując go że szybko znudzi mu się pisanie z małolatą, wykorzystał okazję i w pełni usprawiedliwiony zapytał o wiek. Oczywiście wyglądała młodo, lecz różnica siedemnastu lat, zrobiła na nim spore wrażenie. W tej chwili postanowili nie przejmować się „głupstwami”, ostatecznie człowiek ma tyle lat na ile się czuje. Dzień minął błyskawicznie, nim się obejrzał, kładł się do łóżka z telefonem w dłoni, wciąż klepiąc w wirtualną klawiaturę. Poszedł spać grubo po godzinie pierwszej, właściwie było blisko drugiej. Kolejnych kilka dni upłynęło według tego samego schematu, chodził do pracy, jadł, pił lecz tak naprawdę wciąż pisał z Klaris za pomocą WriteMe. Rozmawiali kilkukrotnie ze sobą, po jednej z rozmów napisała mu, że ma „męski głos”, który bardzo jej się podoba. Przez dłuższą chwilę patrzył na ekran smartfona nie wiedząc co odpisać, ostatecznie jedynie podziękował. Dowiedział się że dziewczyna mieszka w oddalonym o około pięćdziesiąt kilometrów mieście Grõth, do Almeris przyjeżdża bardzo często, zwłaszcza w weekendy.

Kilka porannych czynności stało się rytuałem, pierwszą rzeczą po przebudzeniu były słowa „Dzień Dobry! Miłego dnia” oraz wszystkie synonimy, które umiał wymyślić, wysyłane za pośrednictwem WriteMe. Następnie poranna toaleta, później kawa, nie inaczej było czwartkowego ranka. Prognoza zapowiadała brak opadów i umiarkowaną temperaturę, wspaniała obietnica wolnego dnia. Klaris już wczoraj pisała że dziś będzie miała zapracowany dzień, przez intensywność ich rozmów narobiła sobie trochę zaległości w projektach. Nie zastanawiając się długo zjadł śniadanie, założył ubranie motocyklowe, odpalił silnik, na głowę wsunął kask. Założył rękawice, poprawił lusterka, ruszył. Pierwsze kilometry zawsze pokonywał spokojnie, do momentu gdy silnik i opony uzyskiwały optymalne temperatury. Ruszył bez sprecyzowanego celu, lecz już po chwili wyjechał w kierunku Grõth. Uwielbiał jazdę motocyklem, zwłaszcza jazdę szybką, brawurowo szybką. Bądźmy szczerzy, jazdę szaleńczą, prędkości grubo przekraczające dwieście kilometrów na godzinę rozwijane na drogach publicznych to czysty idiotyzm. Oczywiście Arden z taką opinią się zgadzał, lecz gdy siedział na motocyklu nie potrafił się powstrzymać. Kładł się na zbiorniku paliwa, chowając się za szybą, motocykl mocno ściskał udami, odkręcał manetkę, silnik budził się do życia, obroty błyskawicznie przyrastały do dwunastu tysięcy, sprzęgło, następny bieg. Ryk silnika, szum wiatru i świat który zmieniał się w ułamkach sekundy, wyprzedzanie pojazdów, pokonywanie zakrętów. W tych chwilach znajdował się na granicy życia i śmierci, ale to właśnie w tych chwilach resetował głowę, a stres i obciążenia dnia codziennego znikały jak za dotknięciem magicznej różdżki. Droga do Grõth zajęła mu ledwie kilkanaście minut. W mieście orientował się nieźle, prawie trzy lata tam pracował. Zajechał na stację benzynową zatankować. Ciało drżało, po ogromnym zastrzyku adrenaliny i endorfin. Płacąc za benzynę kupił wodę, nim ją wypił i uszykował się do dalszej drogi, przez stację przewinęło się kilka motocykli, wyjechał i krążył po mieście, osiedlach, parkingach, mając nadzieję że przez przypadek spotka Klaris. Szczęścia nie miał. Wracając zatrzymał się na leśnym parkingu, ustawił motocykl na centralnej podpórce, usiadł tyłem do kierownicy, położył się na zbiorniku paliwa, nogi oparł o kufer centralny i rozmyślał o rzeczach, które wydarzyły się w ostatnich dniach. O Klaris, o propozycji nowej pracy, o życiu jakie prowadzi, o tym że czuje się cholernie samotny. Kilka dni temu przez przypadek trafił na ciekawy blog, prowadziła go osoba która podpisywała się jako „Mężczyzna Nieoczywisty”, jeden wpis szczególnie zapadł Ardenowi w pamięć, miał tytuł „Serce z Kamienia” i traktował o długiej samotności, oraz jak ona wpływa na człowieka, według autora długie bycie samotnym każdego może doprowadzić do stanu, w którym nie będzie umiał już nikogo pokochać. Wpis kończył się zdaniem „Jak długo trzeba być samotnym, aby zamienić się w karykaturę człowieka???”. Ardenowi natychmiast przypomniała się Klaris, jej roześmiane piwne oczy, piękny uśmiech, humor natychmiast mu się poprawił, uśmiechnął się do siebie. Krótka przerwa trochę się przeciągnęła, po półtorej godziny Arden ponownie ruszył w drogę. Podróż powrotna odbywała się w znacząco niższym tempie, na trasie mijał wiele motocykli. Pośród motocyklistów istnieje bardzo miła, niepisana zasada aby pozdrawiać się i życzyć sobie powodzenia w trakcie jazdy. Czynią to unosząc lewą rękę, nie ma znaczenia jakim motocyklem się poruszają, motocykliści to jedna wielka rodzina, szalonych pasjonatów dwóch kółek.

W Almeris skierował się w stronę rzeki Ort, na ulicy Strelika znajdowała się jego ulubiona restauracja Loretis, do której starał się wpadać tak często jak mógł. Lokal położony był nad samą rzeką, w Loretis odpowiadało mu wszystko, świetna lokalizacja, wystrój, klimat i oczywiście obsługa. Kucharz był prawdziwym mistrzem, a kelnerzy naprawdę znali się na swojej pracy. Wystrój lokalu utrzymany był w ciemnych kolorach, kamienna posadzka, duże ciężkie drewniane stoły oraz stare sprzęty różnorakiego przeznaczenia podwieszone pod sufitem czyniły klimat niepowtarzalnym. Obsługa nie zmieniała się od lat, dodatkowo kelnerzy i barmani byli tylko mężczyznami. Tego dnia usiadł przy barze i zmówił obiad. Tradycją stało się już że przeglądnął całą kartę dwukrotnie, lecz i tak wybrał jedno z dwóch ulubionych dań. W Loretis trzeba poczekać na posiłek kilkanaście minut, wszystko jest świeże i przygotowywane dopiero po zamówieniu. W trakcie oczekiwania, zamówił piwo pszeniczne z browarów Dorth, zimny jasnożółty napój z pięciocentymetrową białą pianą po chwili stanął przed Ardenem. Chwilę patrzył jak na zewnętrznej części kufla skrapla się woda i małe kropelki spływają w dół szklanego naczynia, Zimny gazowany napój z dobrze znaną goryczką oraz rozmową z barmanem spowodował że nim się obejrzał talerz z parującym daniem pojawił się przed nim. Jedzenie jak zawsze, było przepyszne, zapłacił rachunek, pożegnał się i kilka minut później znów jechał motocyklem. Jakiś czas jeździł po Almeris, kiedy wybiła siedemnasta trzydzieści, skierował się w stronę domu, dziś przychodziła Daner, która sprzątała u Ardena w domu. Wolał zapłacić kilka Dram niż samemu odkurzać, myć podłogi i wycierać kurze. Skierował się w stronę domu. Motocykl trafił do garażu, ubrania do szafy, chwilę później zjawiła się Daner i od razu wzięła się do pracy. Dziewczyna była szczupła, drobnej budowy, średniego wzrostu. Krótkie blond włosy, rysy nawet ładne, drobny nos, wąskie usta, lecz nie szczególnie podobała się Ardenowi, lubił jednak jej wizyty, zawsze znalazła się chwila by mogli porozmawiać. Daner uczyła się na Akademii w Almeris, zdała egzaminy i teraz miała przerwę wakacyjną, bardzo ceniła sobie pracę u Ardena, który polecił ją kilku znajomym, była dokładna, sumienna i uczciwa. Dziewczyna przyjechała do Almeris z niewielkiej miejscowości, jej rodzice nie byli w stanie w pełni zagwarantować jej utrzymania w mieście podczas nauki. Mężczyzna wstawił pranie, sparował aplikację streamingową z amplitunerem i wziął się za prasowanie wysuszonych koszul, gdy skończył dziewczyna jeszcze sprzątała. Zabrał ze sobą wyprasowane koszule i poszedł powiesić je do garderoby. Położył się na łóżku i sprawdził telefon, nie było żadnej wiadomości od Klaris, dziwnie się z tym czuł, chciał pisać i rozmawiać z nią przez cały czas, z drugiej strony rozumiał że ma ona swoją pracę i zajęcia. Postanowił się nie odzywać i poczekać na wiadomość od niej. Daner skończyła swoją pracę po trzech godzinach, Arden rozliczył się z nią i zapytał czy nie potrzebuje podwózki, była spóźniona więc się zgodziła. Pracowała u niego już ponad pół roku i za każdym razem Arden proponował jej że ją odwiezie, ale skorzystała z jego propozycji ledwie kilka razy, założył buty wziął klucze od auta i wyszli z domu. Daner rozmawiała z nim całkiem swobodnie, lecz denerwowało go że uparcie, pomimo próśb, mówi do niego przez Pan. W trakcie jazdy spostrzegł iż nie zabrał telefonu, w drodze powrotnej uświadomił sobie że jedzie bardzo szybko, jakby fakt że Klaris może zadzwonić a on nie odbierze, miała spowodować katastrofę. Zaparkował samochód na podjeździe i szybko pobiegł do sypialni. Na WriteMe były trzy wiadomości, wszystkie od Klaris:

  • k – Jestem jeszcze w pracy, zejdzie mi do wieczora – donosiła
  • k – Mam Ci coś do powiedzenia – oświadczyła
  • k – Dlaczego nic do mnie nie napisałeś, smutno mi – oczywiście na końcu małpka z zakrytymi oczkami.
  • a – Klaris, wiem że jesteś w pracy i nic nie pisałem ponieważ nie chciałem być nachalny – odpisał.

Poszedł do łazienki wziąć prysznic, następnie włączył konsolę i spędził kilkadziesiąt minut grając w gry video, do momentu gdy wieczorem Klaris odezwała się. Czekał na tą chwilę gdyż zżerała go ciekawość cóż takiego dziewczyna chce mu powiedzieć. Krótko zrelacjonowała swój dzień, wypytała jak Arden spędził swój. Mężczyzna musiał użyć całej swojej silnej woli aby nie zapytać się o ową tajemniczą wiadomość, czuł że dziewczyna droczy się z nim, celowo odsuwając w czasie podanie wiadomości. Wytrwałość została nagrodzona, okazało się że w najbliższą sobotę Klaris będzie w Almeris i jak to ujęła, bardzo chciała by napić się kawy w miłym towarzystwie. Wiadomość musiał przeczytać dwukrotnie, zrobiło mu się gorąco, tętno przyspieszyło. Nie przypominał sobie kiedy ostatni raz tak reagował na kobietę. Pisali ze sobą długo nie potrafiąc zakończyć rozmowy, choć każde z nich wiedziało że następnego dnia trzeba iść do pracy. Kolejny dzień dłużył się w nieskończoność, Arden nie potrafił skupić się na najprostszych czynnościach. Wciąż planował i układał w głowie wydarzenia, które nastąpią w sobotę. Po pracy umówił się w mieście z Tothem, kolegą z pracy. Odwiedzili kilka barów, wieczór minął szybko, Arden do domu wrócił taksówką, Klaris również wyszła gdzieś ze znajomymi więc nie pisali tego wieczora zbyt wiele ze sobą. Na spotkanie umówili się około godziny czternastej trzydzieści. Arden tego dnia musiał być w pracy do czternastej, więc nie zdąży pojechać i wziąć prysznica. Na salonie obowiązywał dresscode: business casual, więc wybrał ciemne jeansy, białą koszulę z mankietami zapinanymi na spinki, oraz granatową marynarkę garniturową. Strój „służbowy” był dobrą wymówką aby na kawie być eleganckim. Rano jadąc do pracy, kupił słodycze i sporych rozmiarów bukiet białych róż z czerwonymi brzegami, dopełniony innymi białymi kwiatami, których nie znał. W umówione miejsce przyjechał przed czasem, Klaris dotarła punktualnie. Podszedł do jej samochodu z kwiatami i słodyczami.

  • Zwariowałeś! – stwierdziła krótko,
  • Nie! Dlaczego? Ja nie wyobrażam sobie inaczej. Klaris, proszę nie czuj się skrępowana, czy zobligowana do czegokolwiek. – zapewnił.
  • OK! W takim razie dziękuję, są przepiękne! – uśmiechnęła się. Zniewalający uśmiech numer cztery.
  • Takiej reakcji oczekiwałem od początku. – zażartował.

Fakt że tak dużo ze sobą pisali, paradoksalnie sprawił że oboje byli trochę spięci. Na miejsce spotkania Arden wybrał Loretis, usiedli, zamówili kawę i desery. Skrępowanie zniknęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, rozmawiali, śmiali się. Wpatrywał się w nią, chciał zapamiętać każdy milimetr jej ciała.

  • Przyglądasz mi się bardzo. – stwierdziła
  • Klaris przepraszam, ale nie potrafię się powstrzymać, uwierz mi to jest silniejsze ode mnie.
  • Arden, krępuje mnie to. – spuściła wzrok.
  • Musiałbym odwrócić głowę. Ale dobrze postaram się. – opuścił wzrok.

Uśmiechnęła się. Wskazówki zegara pędziły po tarczy, jak sprinterzy po bieżni, nieubłaganie nadciągał czas w którym trzeba się pożegnać. Rozjechali się, rozmawiając wciąż za pomocą telefonu, rozmowa zakończyła się dziwnym zdaniem ze strony Klaris, powiedziała że jest w trudnej sytuacji i Arden powinien się domyślić reszty. Wieczorem znów długo ze sobą pisali, lecz po mimo kilku prób i tłumaczenia że mężczyźnie ciężko jest się domyślać co kobiecie po głowie chodzi, Klaris nie chciała podjąć tematu i zdradzić o co chodziło. Wyjątkowo Arden nie mógł długo zasnąć, myśląc o słowach dziewczyny. Miał wrażenie że powiedziała więcej niż chciała. Długo zastanawiał się i analizował Jej słowa, rozważał różne warianty, lecz nie wymyślił nic konkretnego. Zmęczony usnął po godzinie czwartej. Na drugie spotkanie umówili się ledwie kilka dni, po pierwszej wspólnej kawie. Ona była w mieście i miała około godziny czasu pomiędzy spotkaniami. On miał w tym czasie wolny dzień, telefon zaskoczył go mocno, lecz nie zastanawiał się nawet chwili. Szybki prysznic, koszula, marynarka, płaszcz i już pędził autem do centrum. Po drodze zatrzymał się jeszcze w kwiaciarni gdzie zakupił pojedynczą bordowo-czerwoną długą różę. Podjechał w umówione miejsce, zaparkował i pospieszył do parku. Stała na promenadzie, zwrócona w stronę rzeki Ort, obserwowała coś w oddali. Podchodząc, nie mógł oderwać od niej wzroku. Lśniące, rozpuszczone włosy, szary płaszczyk sięgający do połowy ud, czarna spódniczka, odsłaniająca kolana, cieliste rajstopy oraz czarne, wysokie szpilki. Nie chcąc Jej wystraszyć odezwał się podchodząc. Słysząc swoje imię odwróciła się trochę zbyt gwałtownie. Makijaż jak zwykle bardzo delikatny, naturalny, jedynie na ustach pomadka w kolorze intensywnej czerwieni. Oczy roziskrzone, w których zobaczył radość i ogień. Uśmiechnął się, a ona odpowiedziała urzekającym uśmiechem. Nie wiedział jak się przywitać, dać buziaka w policzek nie wypada, pozostało na podaniu dłoni, wyszło niezręcznie. Sytuację uratowała wręczona róża. Nie potrafił oderwać od niej wzroku, po raz kolejny zwróciła mu uwagę że jest to dla niej krępujące. Pogoda tego dnia sprzyjała spacerowiczom więc ruszyli przed siebie promenadą. Mając w pamięci co ostatnio mu powiedziała, rozmowę rozpoczął od zapewnienia, że jego priorytetem przede wszystkim jest jej dobro, mówił że długo nie chciał przyjąć do wiadomości iż może spodobać się tak cudownej kobiecie, lecz dalsze negowanie jej słów jest nielogiczne i niegrzeczne. Ich dłonie kilkukrotnie otarły się o siebie, by po chwili spleść się w uścisku, przeszył go dreszcz. Mówił jak bardzo ceni Jej siłę, empatię, radość życia, jak ujmuje go poczuciem humoru. Zatrzymał się, delikatnie choć stanowczo przytrzymał Jej dłoń, zatrzymała się, stali twarzą w twarz. Głos delikatnie mu się łamał, w gardle zaschło, serce łomotało się w piersi, krew szumiała w żyłach. Usłyszał swój własny głos.

  • Klaris! Szaleję za Tobą, jeśli tylko mi pozwolisz, będę walczył o Ciebie. Nigdy się nie poddam, nikomu nie ulegnę. Za jeden Twój uśmiech do piekieł zejdę. – chciał mówić dalej, lecz przerwała mu kładąc palec wskazujący na ustach, po kilku sekundach ciszy usłyszał ciche słowa
  • Miałam nadzieję że to powiesz!

Spojrzał w Jej ciemne oczy, wpatrywał się w nie intensywnie, chciwie i zachłannie. Źrenice okalały ciemnobrązowe tęczówki, które nie były jednolitej barwy. Wewnątrz były jaśniejsze powoli ściemniając się ku obrzeżom, by na samym końcu tworzyć ciemny, prawie czarny krąg, odcinający się na tle białek. Tęczówka miała skomplikowany, promienisty wzór, dostrzegł że jest on trójwymiarowy, a czarny krąg źrenic przypomina studnie w których można utonąć. Wpatrzeni w siebie, nie poruszali się, nie mrugali nawet, jak wiele emocji można wyczytać z oczu. Przyciągnął ją do siebie, nie opierała się. Dłonie wciąż trwały w uścisku, objął ją, ich serca biły jak szalone, głęboko oddychali. Odsunęła go delikatnie, spostrzegł delikatnie rozchylone usta, zapraszające do pocałunku. Zbliżał się powoli, gdy ich wargi już niemal się zetknęły, otworzył oczy. Spostrzegł że znajduje się we własnej sypialni. Boże jakie to było realne! Serce łomotało w piersi, ciężko oddychał. Założył okulary sięgnął po telefon, wywołał WriteMe i napisał:

  • a – Dzień Dobry, jak Ci się spało?
  • a – Dobrego dnia!

szybko przyszła odpowiedź

  • k – Dzień Dobry
  • k – Wiesz!?!?
  • k – Śniłeś mi się dziś!

Patrzył na ekran i zastanawiał się czy aby na pewno się obudził. Kolejna wiadomość.

  • k – Arden jesteś?

Po kilkudziesięciu sekundach, kolejna.

  • k – Arden!!!!

Odpisał wreszcie.

  • a – Tak, jestem, przepraszam!
  • a – Nie wiem co mam Tobie napisać! Ty też mi się śniłaś!
  • a – Opiszesz mi swój sen ?

W odpowiedzi dostał jej ulubioną emotkę, małpki zasłaniającej oczy. Wykręciła się od odpowiedzi stwierdzeniem że nie pamięta dokładnie, nie drążył głębiej tematu, jeśli nie chciała napisać nie miał zamiaru naciskać. Tego dnia Klaris wybrała się na wycieczkę ze znajomymi, więc telefon Ardena milczał jak zaklęty. Nie bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić, nie potrafił skupić się na żadnej czynności. W końcu zadzwonił do Totha, spotkali się kilkadziesiąt minut później. Wsiedli do auta i pojechali bez celu przed siebie, rozmawiając. Wieczorem zajechali do Ardena, wypili po kilka piw, około dwudziestej trzeciej Toth wezwał taksówkę z korporacji Champion, która odwiozła go do domu kilka minut później. Arden usiadł na sofie w salonie, z głośników cicho sączyła się muzyka, telefon leżący w kuchni na blacie zawibrował, kilka sekund później ponownie. Mężczyzna pospiesznie wstał i przeczytał wiadomości.

  • k – Śpisz???
  • k – Może to dobrze, wypiłam trochę i nie powinnam pisać w takim stanie.
  • a – Nie, nie śpię, wiesz dobrze że czekam na Ciebie!
  • a – Chciałbym Ci powiedzieć/napisać że wczorajsze popołudnie było magiczne!
  • a – Mam nadzieję że wkrótce znów się zobaczymy, choćby na chwilę.
  • k – Chcę Ci jeszcze powiedzieć…
  • k – Masz piękne oczy!

Każda kolejna wiadomość od Klaris sprawiała że puls Ardena przyspieszał, w głowie miał pustkę. Czuł się jak nastolatek, który pierwszy raz w życiu pyta dziewczynę czy zechce z nim „chodzić”. Chłonął każdy wyraz wyświetlany za pomocą ciekłokrystalicznego ekranu. Nie potrafił pojąć jak bardzo Klaris onieśmiela go swoją osobą, biorąc pod uwagę różnicę wieku, powinno być odwrotnie. Jego odpowiedzi były proste i zdawkowe, ponieważ po słowach które odczytał, nie był wstanie wymyślić nic sensownego. Pisali ze sobą do wczesnych godzin porannych, gdy zasypiał słońce ciekawie zaglądało przez okno do jego sypialni. Sny miał niespokojne, rzucał się po łóżku, budził i znów zasypiał, efekt był taki że do pracy pojechał sakramencko zmęczony. Czas wlókł się strasznie, w pracy niewiele było z niego pożytku, całe szczęście że zajęć nie było za wiele. Klaris milczała, wysłał z rana standardowe wiadomości, które pozostały bez odpowiedzi, więc postanowił nie nękać jej kolejnymi. Był pewien że gdy znajdzie chwilę to z pewnością się odezwie. Dużo rozmawiał z Tothem. Po pracy miał jechać prosto do domu, lecz dzwoniła Daner i odwołała dzisiejszą wizytę, Arden postanowił pojeździć motocyklem. Martwiło go milczenie Klaris, więc przewietrzenie głowy było wskazane. Jak zwykle jego jazda niebezpiecznie graniczyła z wariactwem, a na domiar złego zatrzymała go Policja. Gdy podpisywał blankiet mandatu w duszy dziękował, że nie widzieli z jaką prędkością poruszał się dosłownie kilka minut wcześniej. Postanowił dłużej nie kusić losu, pojechał na szybki obiad, po czym wrócił do domu. Próbował dodzwonić się do Klaris, ale jej telefon milczał. Postanowił wziąć długą gorącą kąpiel, w wannie spędził ok półtorej godziny, czytając książkę, na którą ostatnio nie miał zbyt wiele czasu. Później przy pomocy brzytwy ogolił policzki i szyję, następnie standardowy zestaw kosmetyków i wizyta w łazience przeciągnęła się do ponad dwóch godzin.

~  czas prawie jak kobiety – pomyślał Arden.

Nie bardzo wiedział co mógłby robić z dalszą częścią wieczoru. Poszedł więc do sypialni, położył się, włączył relaksującą muzykę, a że poprzedniej nocy niewiele spał, usnął szybko. Następnego poranka spostrzegł na WriteMe kilka wiadomości, wszystkie od Klaris, która pisała.

  • k – Śpisz?

Po kilku minutach,

  • k – Nie odpisujesz więc śpisz!
  • k – chciałabym Cię przeprosić że się nie odzywałam i nie odebrałam telefonu od Ciebie, ale jest mi strasznie wstyd, za moje zachowanie. Trochę wypiłam, wówczas hamulce mi puszczają. Nie myśl o mnie źle, Proszę!
  • k – Potrzebuję się z Tobą zobaczyć
  • k – Na dłużej, na spokojnie w ustronnym miejscu
  • k – Potrzebuję z Tobą pogadać
  • k – Dogadamy się OK?
  • k – Przyjedziesz?

Odpisał.

  • a – Dzień Dobry!
  • a – Oczywiście że przyjadę, podaj tylko termin i godzinę
  • a – Może być nawet teraz, wezmę wolne, nie każ mi czekać za długo, bo oszaleję!!!

Uszykował się do pracy, dziś pojechał samochodem, Klaris odpisała.

  • k – Dziś wieczorem, znajdziesz czas ?
  • a – Oczywiście, może być około dwudziestej pierwszej ? – odpisał podczas jazdy
  • k – Jak najbardziej, będę czekała!

Gdy oderwał oczy od telefonu musiał ostro skorygować tor jazdy, ponieważ przejechał oś jezdni, na szczęście przeciwległy pas był pusty. Innego zdania był patrol Policji, która ukarała go mandatem za korzystanie z telefonu podczas prowadzenia i za przekroczenie linii ciągłej, drugi mandat w przeciągu dwóch dni, musi uważać. Spoglądał nerwowo na zegarek, ponieważ nie chciał się spóźnić do pracy, a funkcjonariusz jak gdyby specjalnie wykonywał swoje czynności wolno. Udało się, na parking wjechał dwie minuty przed czasem. Uruchomił komputer, poszedł zaparzyć kawę, postawił kubek parującej czarnej cieczy i zalogował się do systemu. Wyświetlił wiadomości, następnie wszedł na blog Nieoczywistego, pojawił się kolejny wpis o tytule „Nieświadoma”, przeczytał go kilka razy. Tekst rozpoczynały słowa „Dziewczyno! Czy wiesz jak na mnie działasz?”, a kończyły się zdaniem „Moja Droga wyjaśnij mi jak w ciągu zaledwie kilku chwil, można tak bardzo zadurzyć się w innej istocie. Jakim cudem tak szybko zamieszkałaś w mojej głowie i sercu ? Proszę wytłumacz mi jak mam dalej żyć!” zdziwiony był jak bardzo przeżycia tego człowieka są bliskie jego własnym, zazdrościł mu również umiejętności tak zgrabnego składania zdań. Postanowił pokazać ten blog Klaris. Tego dnia pracy było sporo, za co Arden dziękował losowi, zawsze lubił gdy w pracy „dużo się działo”, czas mijał szybciej, a paradoksalnie w takie dni był mniej zmęczony niż w dni ogólnej nudy, kiedy to wracał wykończony. Po pracy pojechał do kwiaciarni, odebrać zamówiony telefonicznie bukiet, następnie wpadł do Loretis na obiad, po czym wrócił do domu. Wstawił pranie, wziął prysznic, następnie wyprasował koszulę, zaparzył herbatę i usiadł w salonie na sofie, uruchomił sprzęt audio i włączył muzykę i raczył się gorącym, gorzkim płynem starając się zrelaksować. Powoli zbliżała się godzina o której musiał wyjechać aby nie spóźnić się na spotkanie. Ubrał się, przed wyjściem spryskał najlepszą wodą perfumowaną, wyciągnął bukiet z wazonu i ruszył do samochodu. Otrzymany wcześniej adres wprowadził do nawigacji, odpalił silnik i ruszył. Z drogi do Grõth nie pamiętał nic, całą podróż rozmyślał o spotkaniu z Klaris. Podjechał na miejsce kilka chwil przed czasem. Klaris po kliku minutach wyszła z spomiędzy bloków, ubrana była w grafitową ołówkową spódnicę sięgającą tuż nad kolana. Czarną bluzkę z odkrytymi ramionami, oraz głębokim sznurowanym dekoltem. Jej ciemne włosy opadały na ramiona. Makijaż był praktycznie niewidoczny, poza czerwoną pomadką, która podkreślała kształtne usta. Podeszła bliżej uśmiechając się, podał jej bukiet ze słowami:

  • Proszę to dla Ciebie.
  • Przyjąłeś sobie za punkt honoru, aby przy każdym spotkaniu wprawić mnie

w zakłopotanie? Mówiąc to uśmiechała się szelmowsko, a z pomiędzy czerwonych ust błyskały śnieżnobiałe zęby. Co chwilę raczyła go powłóczystym spojrzeniem wesołych orzechowych oczu, czuł że mógłby się w nich zatracić. Otworzył drzwi samochodu i zamknął gdy zajęła miejsce, okrążył samochód od tyłu, wsiadł odpalił silnik i ruszył. W domu miał sporo czasu aby przypomnieć sobie gdzie w okolicach Grõth znajdują się urokliwe miejsca odpowiednie na romantyczny spacer. Auto tym razem toczyło się wolno, wszakże Arden nigdzie się już nie spieszył. Zaparkował pojazd na poboczu drogi, poprosił aby została w środku, przeszedł przed maską otworzył drzwi i podał dłoń aby ułatwić jej wyjście. Ruszyli drogą w kierunku ostatnich zabudowań, droga stała się nierówna i wyboista. Uchwyciła jego dłoń gdy na chwilę straciła równowagę, przeszedł go dreszcz. Pomimo że nie starali zachowywać się cicho, to ich obecność nie przeszkadzała świerszczom, które cykały w najlepsze. Na rozstaju dróg skręcili w prawo, szli oddalając się od cywilizacji. Nieopodal, pośród łąk muszą być jakieś mokradła lub ciek wodny, ponieważ rechot żab wzmagał się z każdym krokiem i zagłuszał muzykę świerszczy. Zeszli z drogi na miękką, krótko przystrzyżoną trawę. Przeszli kilkanaście metrów, po czym zatrzymali się, wskazał Jej niebo pełne skrzących się gwiazd. Położyli się na plecach obok siebie, w dalszym ciągu trzymając się za dłonie. Niebo nad nimi było czarne niczym smoła. Uniósł się na łokciach i spojrzał w Jej oczy, trwali tak dłuższą chwilę. Pokazywał jej konstelacje i tłumaczył podstawy astrofizyki. Mały, zabłąkany kosmiczny odłamek wpadł w ziemską atmosferę i spłonął w oka mgnieniu, pozostawiając po sobie ognistą smugę. Przytuliła się do niego opierając swoją głowę na jego piersi. Nic już nie mówił, oszołomił go zapach jej perfum i gorącej skóry. Leżeli w ciszy, ciesząc się swoją obecnością. Jego dłoń wplotła się między włosy na jej karku, delikatnie głaskał głowę pozwalając by jej miękkie włosy przepływały pomiędzy jego palcami. Klaris uniosła się delikatnie, jej dłoń głaskała jego brodę, następnie powędrowała na policzek i bok głowy, zbliżyła twarz i pocałowała go namiętnie. Jej miękkie słodkie usta pieściły jego wargi, odwzajemnił pocałunek. Ardenowi zdawało się że ziemia pod nim zadrżała, a wszystkie gwiazdy zawirowały. Odsunęła się i wyszeptała.

  • Tego pragnęłam odkąd zobaczyłam Cię na peronie .

Ardenowi wydało się że Klaris nagle odwróciła nieznacznie wzrok, jak gdyby jej własne słowa ją speszyły, postanowił jednak to zignorować. Wtuliła się w niego mocno. Upajał się jej liskością, chłonął zapach, jego ramiona obejmowały ją, a dłonie pieściły jej plecy i kark. Dziękował losowi za dane mu chwile z Klaris. Po  chwili znów całowali się namiętnie, zachłannie ich usta pieściły się wzajemnie, a języki splatały się ze sobą. W przerwach pomiędzy pocałunkami rozmawiali na przeróżne tematy. Każde z nich było zaskoczone tym jak łatwo nawiązać im rozmowę, że przychodzi to naturalnie. Minuty biegły jedna za drugą a para trwała pośród morza trawy. Oboje pragnęli aby ta chwila nigdy się nie skończyła. Postanowili że nadszedł czas zakończenia spotkania w chwili gdy ciekawskie słońce zaczęło ich podglądać wychylając się zza drzew na wschodzie, a w zabudowaniach nieopodal kogut piał niemiłosiernie, próbując obudzić całą okolicę. Szli w stronę samochodu trzymając się za dłonie, spoglądając na siebie co kilka chwil. Mężczyzna zwrócił uwagę na boksera, który oparty przednimi łapami o płot, przyglądał im się ciekawie. Podeszli do ogrodzenia, Arden powoli się zbliżył, dął powąchać dłoń psu, a następnie pogłaskał jego kwadratowy łeb, pies mrużył oczy i wesoło machał ogonem, utwierdzając chłopaka w przekonaniu że nic mu nie grozi ze strony zwierzęcia. Sierść żółtej barwy mocno kontrastowała z dużą białą „krawatką” na piersi i równie białymi „skarpetkami” na łapach. Klaris, początkowo niepewna reakcji psa, po chwili drapała boksera za uchem, który przyjął tą pieszczotę z głośnym westchnieniem przyjemności. Gdy ruszyli w dalszą drogę, pies smutno patrzył za nimi z poczuciem niedosytu. W gospodarstwach panował już spory ruch, ludzie krzątali się po obejściach, nie zwracając uwagi na spacerującą parę. Arden odpalił silnik, zawrócił pojazd i ruszyli niespiesznie w kierunku Grõth, na parkingu pod domem Klaris, spędzili jeszcze kilkadziesiąt minut rozmawiając i pieszcząc swoje dłonie. Gdy słońce wzeszło trochę wyżej, a jego promienie wpadały do auta przez szyby, szybko zrobiło się ciepło, uchylenie okien pomogło lecz i tak szybko oboje zaczęli ziewać. Z ogromną niechęcią i niedosytem pożegnali się i gdy Klaris, zniknęła za budynkiem Arden ruszył w kierunku domu. Jechał bardzo szybko, aby wytwarzająca się w ciele adrenalina obudziła go choć trochę. W ten sobotni poranek ruch był znikomy, w domu wziął szybki prysznic. Położył się na kanapie i odczytał wiadomość, która przyszła w trakcie kąpieli.

  • k – Dziękuje Ci za ten wieczór, właściwie noc, było cudownie
  • k – Sprawiasz że …
  • k – … czuję się cudownie!
  • k – wiadomo małpka

Odpisał szybko

  • a – nie wyobrażasz sobie jak te słowa dużo dla mnie znaczą.
  • k – spróbuję się przespać.

Arden próbował usnąć, lecz wciąż analizował każdą sekundę spotkania, zastanawiały go również słowa dziewczyny o potrzebie rozmowy, a nie poruszyli przecież żadnego znaczącego tematu. Zmęczony usnął, śnił o Klaris wtulonej w niego, o jedwabistej, pachnącej skórze kobiety, o skrzących, wpatrujących się w niego brązowych oczach. Obudził się po zaledwie półtora godzinnej drzemce, wstał i zaparzył kawę. Było wczesne popołudnie, nie wiedział co począć z dalszą częścią dnia. Klaris chwilowo milczała, zakładał że odsypia spotkanie. Włączył telewizor, wybrał kanał na chybił trafił i zabrał się za prasowanie, nazbierało się tego już całkiem sporo. Następnie wstawił pranie, zerknął na zegar, dochodziła siedemnasta. Popołudnie było przyjemnie ciepłe, wykonał telefon do Totha i umówił się z nim na „turne” po knajpach. W mieście spotkali się jeszcze z Ranthem, którego Toth wcześniej nie znał. Panowie szybko znaleźli wspólny język, wieczór mijał szybko i w wesołej atmosferze. Arden co chwilę wracał myślami do Klaris, dziewczyna zawróciła mu w głowie bardziej niż mógłby przypuszczać. Wieczór zakończył się późno w nocy, właściwie gdy Arden płacił za taksówkę słońce już wstawało. Wziął szybki prysznic i usnął gdy tylko poczuł pod głową przyjemnie miękką poduszkę. Obudził się około południa, założył okulary, wziął telefon do dłoni, lecz ten okazał się doszczętnie rozładowany. Wstał, poszedł do łazienki zażyć kąpieli, później zrobił śniadanie i zaparzył kawę. Poszedł po telefon, ciekaw czy Klaris się odezwała, z niecierpliwością czekał aż telefon się uruchomi aby z rozczarowaniem spostrzec że nie otrzymał żadnej wiadomości od dziewczyny. Zaniepokojony zszedł zjeść śniadanie i dopić kawę, napisał też

  • a – Klaris, co się dzieje??? Dlaczego się nie odzywasz

Odłożył telefon, włączył telewizor i bezmyślnie gapił się w ekran, co i rusz spoglądając na wyświetlacz. Po godzinie gdy wiadomość była nie odczytana spróbował zadzwonić, lecz aparat po drugie stronie milczał. Nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Po jego ciele przebiegały bardzo delikatne ciarki, które zwiastowały iż mężczyzna jest mocno zaniepokojony. Nie bardzo wiedział co począć z resztą dnia, wsiadł więc w samochód i ruszył przed siebie. Ruch na drogach był spory, Arden mijał ukwiecone kolorowe łąki, pola na których różnorakie zboża rosły ochoczo w górę, widział również maszyny pracujące w polu, rolnicy nie często miewają wolne. Zdecydował się zjechać z głównych dróg, wiedział że na podrzędnych trasach widoki są bardziej malownicze. Po kilku godzinach jazdy teren stał się górzysty, widoki za oknem diametralnie się zmieniły. Drogi wiły się wokół wciąż coraz wyższych wzniesień, lecz większość z nich prowadziła przez lasy, często całymi kilometrami, czasami góry ukazywały na chwilę swoje piękno. Arden gdy wjeżdżał w przełęcze, przestawał na chwilę oddychać. Pogoda była piękna słoneczna, niebo niebieskie, przetykane miejscami śnieżnobiałymi niewielkimi obłokami. Zielone zbocza po obu stronach drogi wznosiły się wysoko, pokryte roślinnością, poprzecinane siecią strumyków lub niewielkich rzeczek. Przeważnie na takich przełęczach znajdowało się kilka gospodarstw, domki o białych fasadach, dachach pokrytych czerwoną dachówką, drewnianych okiennicach, a obok stały zabudowania gospodarcze. Życie w takich miejscach płynęło zdecydowanie wolniej. Gdy tylko znalazł miejsce zatrzymywał się aby zrobić kilka zdjęć. Las po raz kolejny przerzedził się gdy Arden przekroczył szczyt i zjeżdżał serpentynami w dół, tym razem zobaczył niewielkie miasteczko w dolinie przy pionowej i bardzo wysokiej skarpie, na szczycie której znajdowały się ruiny zamku, bardzo starego zamku, na co wskazywałaby gruba niezbyt wysoka wieża z dziobem. Widok kilkukrotnie znikał i znów się pojawiał, niestety nie było możliwości aby bezpiecznie się zatrzymać na wąskiej drodze i zrobić zdjęcia. Tuż za znakiem miejscowości znajdowała się przydrożna karczma do której zajechał. Zamówił obiad, który zjadł ze smakiem, zapłacił rachunek i ruszył w dalszą drogę. Gdy dojechał do domu był późny wieczór, Klaris wciąż milczała, a jego wcześniejsza wiadomość w dalszym ciągu była nieodczytana. Zdobył się jedynie aby napisać

  • a – Dobranoc. Kolorowych snów!

Następnego dnia w pracy nie był sobą, nie potrafił znaleźć sobie miejsca, fotel po prostu parzył, czas upływał w ślimaczym tempie. Rozmawiał z Tothem w sumie tylko dlatego że potrzebował się wygadać, przyjaciel również zaskoczony był tą dziwną sytuacją, poradził aby Arden poważnie porozmawiał z dziewczyną. Wracając do domu Arden zajechał na myjnię samochodową, później odebrał Daner i wspólnie pojechali do Ardena. Dziewczyna od razu wzięła się do swojej pracy, natomiast mężczyzna rozwiesił pranie, które wstawił rano i zabrał się do prasowania koszul i koszulek. Po zakończonej pracy Arden odwiózł Daner pod dom, zawsze to kilka minut, w których mógł się oderwać od dręczących go myśli. Po powrocie do domu, nalał wodę do karafki. Z lodówki wyciągnął cytrynę. Zaopatrzył się w deskę do krojenia, pokaźnych rozmiarów nóż. Czynność banalnie prosta, lecz przez swoje rozkojarzenie zaciął się w palec, zaklął siarczyście gdy sok z cytryny dostał się do rany. Odnalazł plastry w apteczce, rozcięcie przemył wodą, następnie wysuszył ręcznikiem papierowym i zaopatrzył ranę. Teraz już ostrożnie odkroił dwa plastry owocu, wrzucił do wody wraz z kilkoma listkami mięty. Spojrzał na blat kuchenny, który wyglądał jak po rewolucji francuskiej, gdy głowy możnych spadały z karków częściej niż deszcz z nieba. Posprzątał, wziął szklankę i usiadł na kanapie. Zaczął zastanawiać się co ma napisać Klaris, gdy już wymyślił włączył Writeme i ze zdziwieniem spostrzegł że ma niedoczytane wiadomości.

  • k – Ardenie, przepraszam że nie odzywałam się tak długo. Musiałam sobie wszystko przemyśleć. To co wydarzyło się w piątkową noc było magiczne, szalone i nierzeczywiste. Jesteś cudownym mężczyzną, ale…

w tym miejscu na chwilę przestał czytać. Kiedyś usłyszał że nie ważne co kobieta powie przed słowami ALE, liczy się to co nastąpi po nich.

  • k – …jestem obecnie w trudnej sytuacji. Nie powiedziałam Ci wszystkiego o sobie. Dodatkowo czuję jak gdybyśmy byli z dwóch światów. Proszę nie myśl o mnie źle.

Dalszej części wypowiedzi Arden już nie widział. Adrenalina ruszyła przez krwioobieg, serce przyspieszyło, czuł jak pulsują mu skronie a szum krwi słyszał w uszach. Nie miał ochoty czytać dalej, nie zamierzał również pisać, po prostu zadzwonił. Sygnały wolnej linii rozbrzmiewały jeden za drugim aż w końcu zgłosiła się poczta głosowa. Ponowił połączenie – efekt taki sam.

  • a – Klaris będę dzwonił choćby do rana!!!

Kolejne połączenie, tym razem odebrała

  • Arden, przepraszam
  • Nie przepraszaj mnie, tylko mi to wyjaśnij, tyle mi się należy.
  • Tak! Ale to nie jest rozmowa na telefon.
  • Nie ma sprawy! Za trzy minuty wyjeżdżam!

Chciała coś powiedzieć ale się rozłączył. Założył buty i kilka minut później odjechał spod domu z piskiem opon. Dzwoniła kilka razy, lecz nie zwracał uwagi na telefon. Do jazdy zaprzągł każdego konia mechanicznego jaki był dostępny w silniku, biegi zmieniał gdy wskazówka zbliżała się do czerwonego pola, ścinał zakręty, wyprzedzał na trzeciego, dwadzieścia pięć minut później zaparkował w miejscu gdzie w piątek czekał na Klaris. Wziął telefon do ręki, nieodebranych połączeń było osiem, wszystkie od Klaris, napisał do niej

  • a – Jestem!

Po chwili przyszła odpowiedź

  • k – Nie mogę się z Tobą teraz spotkać.
  • a – Przepraszam! Ale mało mnie to interesuje. Będę tu czekał!

Zobaczył ją piętnaście minut później, wyszła spomiędzy bloków jak zwykle piękna, ubrana w leginsy, które podkreślały jej niesamowicie zgrabne nogi, oraz w bluzę z kapturem. Wyszedł z auta podszedł do niej, spuściła wzrok, podał jej dłoń, która drżała z emocji, ale nie przyjęła jej. Odwrócił się, otworzył drzwi, zajęła miejsce. Usiadł na miejscu kierowcy.

  • Chcesz gdzieś jechać, czy zostaniemy tutaj? – zapytał

Głos mu drżał

  • Możemy zostać tutaj. – odpowiedziała, a w jej głosie wyczuł nutę smutku.
  • Dobrze! Wytłumacz mi zatem o co chodzi? Co jest grane?

Spuściła głowę ukryła twarz w dłoniach. Rozpłakała się. Natychmiast zrobiło mu się jej żal, przez sekundę zastanawiał się czy jego ton nie był zbyt ostry.

  • Arden ja …
  • … ja jestem zaręczona.

Jadąc do Grõth rozważał różne scenariusze, ale takiego obrotu spraw się nie spodziewał. W głowie mu się zakręciło, pociemniało w oczach.

  • Po co było to wszystko? Zabawa? – zawiesił głos
  • Nie! Z pewnością nie! Ja sama nie wiem! Nigdy dotąd nie czułam się tak jak podczas rozmowy czy spotkania z Tobą! Nie masz pojęcia co dzieje się w mojej głowie. – urwała.

Nastąpiła niezręczna cisza. Arden spuścił głowę, Klaris wciąż siedziała z twarzą ukrytą w dłoniach. Po kilku minutach rozpoczęła łamiącym się głosem.

  • Wiesz co jest najgorsze? Masz w sobie coś takiego, że nie mogę przestać
    o Tobie myśleć. Masz coś takiego że mnie do Ciebie ciągnie i nie mogę się od Ciebie oderwać, odciąć.
  • Ale to chyba jest złe! – dodała po chwili.

Cisza ponownie wypełniła samochód. Mężczyzna wciąż ze spuszczoną głową patrzył na swoje dłonie, które spoczywały bezwładnie na fotelu pomiędzy udami. Zamknął powieki, a dłonie zacisnął w pięści, z odrętwienia wyrwał go dźwięczny głos dziewczyny.

  • Arden! Powiedz coś.
  • Co mam Ci powiedzieć?
  • Nawrzeszcz na mnie, zwymyślaj, ale odezwij się.
  • Nie potrafię! – zamilkł

Klaris również milczała, patrzyli sobie głęboko w oczy, cisza stawała się coraz bardziej krępująca. Pierwszy odezwał się Arden

  • Co myślisz zrobić dalej?

Chwyciła go za dłoń. Przeszedł go dreszcz, w pierwszej chwili chciał cofnąć rękę, ale zawahał się.

  • Arden… zwróciłam na Ciebie uwagę na peronie, gdy wpadliśmy na siebie byłam zaskoczona. Spodobałeś mi się, lecz nie przypuszczałam że zadurzę się w Tobie. Każda nasza rozmowa sprawiała że coraz bardziej mnie sobą oczarowywałeś. Jesteś fantastycznym facetem, szczerym, wesołym, inteligentnym. Uwielbiam z Tobą rozmawiać na każdy temat….
  • Ale ???? – wtrącił chłopak
  • … ale mam narzeczonego, jestem z nim odkąd pamiętam. Planujemy wspólną przyszłość… Nie myśl o mnie źle, nie jestem kobietą, która chce ciągnąć dwie sroki za ogon. Pogubiłam się! Nie wiem co mam zrobić. Nie chcę nikogo ranić, lecz wiem że w tej chwili jest to niemożliwe.
  • Czego ode mnie oczekujesz?

Ponownie skryła twarz w dłoniach. Łkała cicho. Mężczyzna patrzył, nie wiedząc co począć. Ostatecznie postanowił ją przytulić, nie opierała się. Oparła głowę o jego pierś, poczuł ciepło ciała, zapach włosów, pomyślał że byłoby idealnie gdyby nie prawda, która została wypowiedziana. Wyczuwał jak drży, w mgnieniu oka zrobiło mu się jej żal. Wyszeptał cicho.

  • nie mogę podjąć decyzji za Ciebie. To co teraz powiem usłyszysz ode mnie tylko jeden raz, więc proszę wysłuchaj mnie uważnie.

Zrobił krótką pauzę.

  • Musisz wiedzieć że wpadłaś mi w oko na peronie, tak naprawdę nie pobiegłem za Tobą jedynie dlatego iż w głębi serca nie wierzę aby tak piękna dziewczyna mogła się ze mną umówić, nie wspominając już o czymś więcej…
  • Przecież jesteś przystojnym mężczyzną – przerwała mu,
  • Nie zrozum mnie źle – kontynuował mężczyzna – uważam się za fajnego faceta, który dużo zyskuje przy bliższym poznaniu, jednak do tego poznania musi dojść. Moje dotychczasowe doświadczenia w kontaktach z kobietami utwierdzały mnie w przekonaniu że fizycznie jestem bardzo przeciętny. Wracając do mojej myśli. Gdy wpadliśmy na siebie na ulicy, byłem sparaliżowany i doprawdy nie jestem pewien czy zapytałbym Cię o imię gdybyś nie wyszła z inicjatywą. Później było mi coraz łatwiej, wystarczyło być sobą. Jednocześnie z każdym wypowiedzianym czy napisanym słowem coraz bardziej się w Tobie zadurzałem. Od bardzo dawana nie czułem się tak fantastycznie, jak przy Tobie. Jednocześnie tak wielu miłych słów skierowanych pod moim adresem nie słyszałem nigdy do tej pory.

Ponownie zrobił przerwę, językiem zwilżył usta, po czym kontynuował.

  • Wszystko co powiedziałem do tej pory, oraz to co do Ciebie czuję, powoduje że nie jestem i nigdy obiektywny nie będę. Natomiast powinnaś wziąć pod uwagę fakt, że pomimo narzeczonego pozwoliłaś sobie, świadomie czy nie, ulec mojemu urokowi. Nie wróży to dobrze Twojemu związkowi na przyszłość. Przepraszam! Nic więcej nie mam do powiedzenia na ten temat.

Spojrzała na niego, a w jej oczach dostrzegł nieopisany smutek. Jej dłoń powędrowała na jego policzek, przeczesała brodę, chwyciła tył głowy i przyciągnęła do siebie zbliżając się jednocześnie. Przeszedł go dreszcz podniecenia, gdy pocałowała go namiętnie. Chwycił jej twarz w swoje dłonie i zatracił się w pocałunku. Miał zamknięte oczy gdy odsunęła się i powiedziała.

  • Dlaczego jesteś taki cudowny?! Dlaczego jest mi z Tobą tak dobrze?!

Nie odezwał się, wewnątrz czuł niepokój. Odwrócił głowę i dyskretnie wytarł łzę, która wbrew jego woli wypłynęła spod powieki. Zacisnął zęby, wziął głęboki oddech i otworzył oczy. Klaris przyglądała mu się i nie był pewien czy dostrzegła łzę uronioną łzę. Patrzyli na siebie milcząc. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niego, że palce ich dłoni splatają się i pieszczą wzajemnie. Żadne z nich nie chciało zakończyć spotkania, choć oboje zdawali sobie sprawę że ta chwila zbliżała się, robiąc bardzo duże kroki. Spuściła oczy i cicho szepnęła.

  • Muszę już iść
  • Wiem – odpowiedział cicho.
  • Odezwę się – powiedziała

Złożyła pocałunek na jego czole i wyszła. Odprowadzał ją wzrokiem do chwili gdy zniknęła za rogiem budynku. Nie oglądnęła się. Zerknął na zegarek, dochodziła północ. Uruchomił silnik i ruszył w drogę powrotną. Jechał bardzo wolno rozmyślając nad niedawnymi wydarzeniami. Podróży powrotnej nie pamiętał. W domu wziął prysznic, później się położył. Wziął do ręki telefon i odczytał wiadomość.

  • k – dojechałeś?
  • a – tak, jestem już w łóżku – odpisał

Wiadomość odczytała szybko

  • k – śpij dobrze.

Krótką chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, po czym napisał

  • a – Ty również. – wiadomość został szybko odczytana, lecz nic więcej nie napisała.

Sen długo nie chciał nadejść. Arden długo kręcił się w pościeli, nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Zasnął dopiero gdy na dworze robiło się jasno. Obudził się w chwili gdy jego budzik ochrypł już. Wydawało mu się że zamknął oczy ledwie pięć minut wcześniej. Tego poranka wszystkie czynności zabierały mu zdecydowanie więcej czasu niż normalnie, w efekcie mężczyzna prawie spóźnił się do pracy. W mniemaniu Ardena fakt że kończył współpracę z obecnym pracodawcą, nie uprawniał go do zaniedbywania, czy lekceważenia obowiązków. Dzień okazał się niezwykle ciężki, a czas płynął w ślimaczym tempie. Telefon tradycyjnie już milczał cały dzień. Chwilę, aby porozmawiać z Tothem znalazł dopiero po południu. Przyjaciel był zdumiony opowieścią Ardena, nie bardzo wiedział co mu poradzić, więc skupił się na wysłuchaniu mężczyzny. Umówili się wieczorem na wspólny kufelek zimnego pszenicznego. Arden po zakończonym dniu pracy wrócił do domu. Przygotował karafkę wody z miętą i cytryną, tym razem bez ekscesów. Poszedł do sypialni, wziął do ręki książkę i zanurzył się w lekturze.

Godzinę przed umówionym spotkaniem odłożył książkę i poszedł wziąć kąpiel. Był gotowy w chwili gdy pod dom podjechała wcześniej zamówiona taksówka. Z Tothem spotkał się w nowo otworzonym lokalu o intrygująco brzmiącej nazwie Vinesstra, Lokal urządzony był w stylu loftowym, przekształcony ze starych magazynów. Ściany działowe postawione z surowej cegły, kontrastowały z szarością posadzki wykonanej z przemysłowego betonu, wykończonej na wysoki połysk. W ścianach znajdowały się ogromne witryny, ciągnące się pod dach na wysokość około ośmiu może dziewięciu metrów. Antresola umiejscowiona była w połowie wysokości lokalu, na którą kelner poprowadził ich po schodach pokrytych ryflowaną blachą. Z dachu zwieszały się stare, przemysłowe lampy. Usadzeni zostali przy dwuosobowym drewnianym stoliku. Na początek zamówili po kufelku, a następnie zaczęli analizować menu. Gdy kelner pojawił się przy stoliku z zamówionym piwem, mężczyźni musieli przepytać go z karty, nazwy potraw były enigmatyczne i niewiele im powiedziały o serwowanych daniach.  Lokal zamykano nad ranem, więc panowie swobodnie zdążyli omówić wszystkie frapujące ich tematy. Arden do domu dotarł około godziny trzeciej, w stanie wskazującym. Zmusił się do wzięcia szybkiego prysznica. Zasnął głęboko gdy tylko przyłożył głowę do poduszki.

 Ze snu wyrwał go budzik, usiadł na łóżku ledwo przytomny. Po kilku chwilach dotarło do niego że dziś ma dzień wolny, lecz zapomniał wyłączyć pobudkę. Położył się, po czym usnął natychmiast. Wstał około jedenastej. W pierwszej chwili chwycił za telefon, lecz ten okazał się doszczętnie rozładowany, a wieczorem wystarczyło odłożyć go na ładowarkę indukcyjną, która znajdowała się na stoliku obok łóżka. Poszedł wykonać poranną toaletę, zjadł śniadanie i wrócił do sypialni po aparat. Po uruchomieniu włączył komunikator i z rozczarowaniem spostrzegł że Klaris nie wysłała mu żadnej wiadomości, w głębi serca miał nadzieję że dziewczyna napisze cokolwiek. Zszedł do salonu, wziął wcześniej zaparzoną kawę, usiadł w fotelu i próbował wszystko sobie poukładać. Dziewczyna niesamowicie mu się podobała, zarówno fizycznie, lecz co najważniejsze uwielbiał z nią dyskutować. Doceniał jej wrażliwość i ogromne pokłady empatii, jak również niesamowitą dojrzałość zważywszy na jej młody wiek. Zwrócił uwagę, że gdy byli blisko siebie, Klaris nie potrafiła powstrzymać się od komplementów, drobnych pieszczot czy pocałunków. W momentach gdy była u siebie, czyli jak się ostatnio okazało z narzeczonym, potrafiła zachować ogromny dystans i nie odzywać się godzinami czy przez całe dni. Doszedł do wniosku że jego rozważania i tak nie są w stanie wpłynąć na decyzję Klaris.

Postanowił zająć głowę czymś innym, w tym celu przebrał się w robocze ciuch i udał się do garażu, gdzie jego motocykl domagał się obsługi olejowej. Bramę wjazdową zostawił otwartą, odpalił silnik i przygotował potrzebne narzędzia, filtr oleju oraz olej. Silnik w tym czasie zdążył się zagrzać. Zdemontował dolną osłonę silnika, wykręcając z pół tuzina śrub. Klucz do odkręcania filtrów wsunął pomiędzy kolektory wydechowe, ostrożnie aby się nie poparzyć. Odkręcił filtr i pozwolił aby gorący płyn spłynął do przygotowanego i umieszczonego pod silnikiem pojemnika. Gdy uznał że wystarczająca ilość starego oleju wypłynęła z silnika, wkręcił nowy filtr i uzupełnił silnik odpowiednią ilością świeżego oleju. Przykręcił osłonę silnika, a następnie, przeszedł na tył pojazdu, poluzował śruby koła i zabrał się do napinania łańcucha. Robił to wiele razy więc czynność ta nie nastręczyła mu problemów. Kolejnym zabiegiem było odpowiednie wyczyszczenie łańcucha ze starego smaru, następnie nałożył na napęd odpowiedni nowy smar. Po zakończonej obsłudze motocykla postanowił go jeszcze umyć, w tym celu wyprowadził pojazd na podjazd, poszedł do domu po wiadro gorącej wody z detergentem. Gdy motocykl był już czysty dosuszył go ścierką z irchy i wprowadził z powrotem do garażu. Cała operacja zajęła mu około trzech godzin, w których o dziewczynie myślał niewiele. Wziął kąpiel i doszedł do wniosku że jest głodny, więc wybrał się do Loretis, gdy wrócił do domu był już wieczór, telefon w dalszym ciągu milczał, lecz podjął decyzję że pierwszy się nie odezwie, choć bardzo by chciał.

Kolejnych kilka dni oczekiwał na kontakt ze strony dziewczyny, lecz niestety telefon milczał. Wybawieniem było szkolenie do nowych obowiązków w firmie, w której się zatrudnił. Centrala znajdowała się w niewielkiej miejscowości w górach. Zakwaterowany był w urokliwym hoteliku z pięknym widokiem. Szkolenie miało potrwać tydzień, czasu nie było zbyt wiele, a zagadnień ogrom. Z tego względu chłopak poświęcał codziennie po kilkanaście godzin, aby przyswoić możliwie dużo wiedzy. Wieczorami szedł do lokalnych restauracji na obiad i kufelek piwa. Szczególnie do gustu przypadła mu restauracja îngeri, w której po przepysznym burgerze, kelner namówił go na genialny deser. Trudne były chwile pomiędzy położeniem się,a momentem gdy usypiał, ponieważ jego myśli krążyły w okolicach Grõth i Klaris.

W piątek późnym popołudniem Arden pożegnał swoich nowych współpracowników i ruszył w drogę powrotną. Głowę miał pełną nowych zagadnień, oraz obaw czy poradzi sobie z zarządzaniem zespołem piętnastu osób. Rzecz jasna miał doświadczenie w nadzorowaniu grupy ludzi, lecz było to kilka lat wcześniej, ponadto tamten zespół od początku zbudowany był przez niego. W tym wypadku wchodził w zespół ludzi, którzy już razem funkcjonowali. Jednym słowem czekało go trudne zadanie i niedobrym znakiem było by gdyby nie czuł przed nim respektu. Wierzył że sobie poradzi, w przeciwnym wypadku nie podjął by się owego zadania. Podróż do domu minęła mu na rozmyślaniach o nowym wyzwaniu, po powrocie umówiony był z Tothem, wybierali się wspólnie na koncert. Arden zakupił bilety, aby zabrać Klaris, lecz w obecnej sytuacji bilety by się zmarnowały.

Przy ulubionej muzyce i kilku kufelkach, koncert minął w błyskawicznym tempie. Po skończonej imprezie panowie pożegnali się. Do domu Arden dostał się zwyczajnie, spacerem. Sześć kilometrów to nie aż tak dużo. Miał sporo czasu aby przeanalizować ostatnie wydarzenia. Doszedł do wniosku że musi spotkać się z dziewczyną, aby wyjaśnić sprawę i podjąć jakieś decyzje. Z doświadczenia wiedział, że życie w niepewności to tortura. Gdy dotarł do domu, wziął szybki prysznic i położył się spać z postanowieniem, że następnego dnia zadzwoni do Klaris.

Obudził się około południa. Ostatni tydzień oraz późny powrót z koncertu, odcisnął swoje piętno. Poranna toaleta, a następnie gorąca kawa pomogły mu wystartować. Dziewczyna początkowo nie odbierała połączeń, wysłał również kilka wiadomości komunikatorem – bez efektu. Inna sprawa, że nie bombardował telefonami jak opętany, zdawał sobie sprawę że może być gdzieś z narzeczonym, a nie miał zamiaru narobić jej problemów. Włączył telewizor, wybrał kanał na chybił trafił i gapił się beznamiętnie w wyświetlany film, szczerze mówiąc gdyby ktoś w tej chwili zapytał go o tytuł lub jakiś szczegół, to nie potrafiłby odpowiedzieć. Ze stuporu, w jakim się znalazł, wyrwał go dźwięk telefonu. Szybko chwycił aparat i z zadowoleniem stwierdził że dzwoni Klaris. Dziewczyna tłumaczyła się, że nie mogła rozmawiać z wiadomych względów, skwitował to jedynie krótkim

  • Rozumiem
  • To świetnie – odparła
  • Musimy się spotkać, powinniśmy porozmawiać

Początkowo chciał zapytać dlaczego się nie odzywała, lecz uznał to za bezcelowe.

  • To… – zaczęła i zawiesiła głos
  • …. to nie jest dobry pomysł – dokończyła po krótkiej pauzie
  • Tak uważasz? – zadał pytanie, na które nie spodziewał się usłyszeć odpowiedzi.
  • Miałam dziś jechać do Almeris i myślałam aby się z Tobą spotkać, lecz plany mi się pozmieniały. Tak chyba będzie lepiej.
  • Lepiej? Dla kogo lepiej?
  • Dla wszystkich.
  • Rozumiem! Znaczy to, ni mniej ni więcej tylko tyle że podjęłaś decyzję?
  • Arden… ja nie wiem. Mam mętlik w głowie. Nie znamy się praktycznie wcale, a Rolisa znam od lat, mamy wspólne plany… – urwała
  • … zrozum – dodała po dłuższej chwili.
  • Co mam zrozumieć? – wypalił,
  • Stop, nie powiedziałem tego, a Ty tego nie słyszałaś – kontynuował
  • Rozumiem!

Milczeli oboje kilka chwil. Pierwszy odezwał się Arden.

  • Dobrze! W takim razie pozostaje mi życzyć Tobie wszystkiego dobrego. Naprawdę mam nadzieję że ułoży Ci się wszystko według planu. Żegnaj!
  • Przepraszam – wyszeptała

To był ostatni raz gdy słyszał jej głos. Telefon, który wypuścił z dłoni odbił się od uda, kanapy i upadł z hukiem na podłogę. Łokcie oparł o kolana, skrył twarz w dłoniach. Do oczu napłynęły mu łzy, lecz nie pozwolił im wypłynąć. Zacisnął mocno zęby i w ciszy rozpaczał. Nie był pewien ile czasu siedział w takiej pozycji, gdy wstał z kanapy za oknem już zmierzchało, podniósł telefon z podłogi i poszedł do sypialni. Na łóżku położył się w ubraniu, wszedł na stronę ~nieoczywistego, w zakładce „przemyślenia” widniał nowy wpis o tytule:

INDUSTRIALNY

„Czy w naszym nowoczesnym i świetnie zorganizowanym świecie ktoś jeszcze pragnie prawdziwej Miłości?

  • TAK!
  • lecz czy na pewno?

Miłość jest irracjonalna, nieprzewidywalna, niedorzeczna i naiwna. Wywołuje niepokój, każe robić z siebie durni. Odurza, nie daje się skupić na najprostszych czynnościach, przez Miłość bujamy w obłokach. Serce się kołacze, motyle w brzuchu szaleją. Sny są niespokojne i obłąkane. Żyjemy na ciągłym haju endorfin.

Więc większość z nas rezygnuje, woli cichy, spokojny związek bez uniesień, nowoczesny i świetnie zorganizowany!”

Po raz kolejny słowa autora pokrywały się z doświadczeniami Ardena w stu procentach.

Zasypiał ze świadomością, że jego serce zyskało kolejną ranę, wielką i głęboką. Oczywiście, z czasem się zasklepi, strup odpadnie i pozostanie tylko blizna, która będzie z nim do końca, tak jak pamięć o brązowookiej dziewczynie z peronu.

Powieki się zamknęły, a Arden delikatnie wtulił się w ramiona Morfeusza.

Koniec

Dodaj komentarz