W parku na ławce siedział młody, wysoki szatyn o niebieskich oczach. Na jego kolanach siedziała piękna, młoda dziewczyna o równie błękitnych oczach. Osobiście poznali się tego wieczora, choć przegadali ze sobą już długie godziny. W parku przez który biegła alejka, działo się całkiem dużo. Świerszcze głośno grały w szuwarach, w koronach drzew nad parą hałasowały nocne ptaki. Gacki śmigały w szalonym tańcu, goniąc za pokarmem. Orgia zapachów i dźwięków otaczała Ich, w tą piękną lipcową noc. Upał zelżał i zrobiło się przyjemnie ciepło. Czuł Jej zniewalający zapach i ciepło ciała. Jej rude, wpadające w czerwień loki łaskotały go po twarzy. Upajał się Jej obecnością.
Wstali, chwycili się za ręce i ruszyli powolnym krokiem w głąb alejki. Szli nieśpiesznie rozmawiając ze sobą, ciesząc się każdą wspólnie spędzoną sekundą. Spacerowali jak hrabiowska para wiele lat przed nimi. Spoglądali na siebie, patrzyli w oczy. Powoli doszli do postumentu, na którym niegdyś stał posąg pierwszego budowniczego zamku. Poprosiła aby pomógł Jej wejść na podwyższenie, w tej chwili była sporo wyższa od niego. Ramionami objął Ją za uda, powoli rozluźniając uchwyt pozwolił aby jej ciało powoli zsunęło się w dól. Gdy Jej twarz zrównała się z jego, zaczął kręcić piruety. W tej jednej chwili zniknęło wszystko. Odeszły precz drzewa, rośliny i zwierzęta. Byli tylko Oni, widzieli i słyszeli tylko siebie. Wirowali pod rozgwieżdżonym niebem. Serca łomotały w piersiach, serotonina i endorfiny wypełniły ciała, wzrósł poziom testosteronu. Ich oddechy gwałtownie przyspieszyły i stały się niesamowicie gorące. Mieli wrażenie że w Ich brzuchach szaleją tysiące małych samolotów. Pomimo iż się zatrzymali świat wciąż wirował nad Ich głowami. W tej chwili mężczyzna uświadomił sobie że jest to uczucie, którego nigdy jeszcze nie doznał i że jest ono na zawsze.