„Jestem Bogiem” w tle mego życia będzie lecieć po wsze czasy,
Mimo tak młodego wieku chłopakom lirycznie nie brakowało klasy,
Jak obcasy podkute na parkiecie dźwiękiem swą obecność zaznaczają,
Tak po wielokroć ich bity i słowa mą codzienność rozrywają,
Wdzierają się do wnętrza mojego świata, zrywają szaty szarej codzienności,
Kunszt młodej wielkości na słuchawkach i głośnikach gości,
W nicości sens egzystencjonalnej zażyłości, wspomnień otchłanie,
Jedno spojrzenie na nie i lata wracają jak w rzutniku klisze,
A ja całym sobą na te doznania się piszę i w ciszę otoczenia zanurzony,
Odpływam tymi obrazami zachęcony do mojego młodzieńczego świata…
Tam ze sobą mam „swego brata w liczbie dwa plus jeden” to też znacie,
Może właśnie tego doświadczacie, K44 retrospekcję odkrywacie,
I już macie etap pierwszy tej podróży, u podnóży zwykłego znudzenia,
Rozpływają się błache uwielbienia, a znaczenia i kształtu nabierają,
Sprawy, które właściwe priorytety ważności posiadają,
Obrazy wyryte w mej pamięci na 25 klatek mózg już kręci,
Tak w projektorze „Film” po ścieżkach rozmyślań przebłyskami rozpalany,
Setką ujęć na szare płutno tęsknoty rozbłyskami rzucany,
Sypią się cztery ściany, znikają niematerialne ograniczenia,
Dobiega mnie jakaś „Muzyka klasyczna”,
„Ukryty w mieście krzyk” podbija stan uniesienia,
Jestem tam lecz nie sam, przy mnie stoją właśnie oni,
Rozproszeni po świecie przyjaciele zatopieni w falach fonii,
Mamy to co nas zjednoczyło, co nas bardziej zbliżyło,
Zatarło różnice, obaliło niewidzialne bariery,
Zapisało nowe ścieżki na wspólnych kartach bratniej kariery,
Tak latami czas wspólnie spędzać chcieliśmy,
Głośno znane wersy w świat z okien aut nieśliśmy,
Chcieliśmy by każdy zauważył, usłyszał, docenił,
Swoje nastawienie do lirycznego piękna zmienił,
Poczuł co z dusz tych młodych ludzi się wyrywało,
Co utrudnieniem w codziennym życiu bywało,
Wspólnych spraw dotykało i zgrywało całe pokolenie,
A.B.C. – O.S.T.R.e zniesmaczenie, problemów poruszenie,
W służbie wartościom wyższym, a jednak młodzi pokazać musieli,
O czym dorośli wówczas ludzie w znacznym stopniu zapomnieli,
Solidarność w Hip Hopie, choć scena czasem podzielona,
W sercach naszych „Nieśmiertelna nawijka ZIP składowa” Korasa i Pona,
Jak raz się ona zakorzeniła, tak słowem i bitem na zawszę utkwiła,
Jak „Światła miasta” nocą odnaleźć drogę ułatwiają,
Gdy z ciemnością otoczenia nasze „Plany” się często zlewają,
Gdy „W Witrynach Odbicia” swe oblicze pokazać się starają,
Tak dążąc do ich realizacji słyszymy jak „Damy radę” chłopaki nawijają,
I gdzieś w głębi siebie z przyjaciółmi wiemy,
Że jeszcze nie raz zatopieni w tych dźwiękach czas spędzać będziemy,
Bo „Mój rap moja rzeczywistość” doskonale mi pokazuje,
W czym mój muzycznej rozmaitości świat gustuje,
Jak „Róża wiatrów” na przestrzeni dziejów wskazać potrafi kierunek,
Tak odkryć za każdym razem w Hip Hopie możesz jego nowy wizerunek,
Spojrzeć na siebie z innego punktu widzenia,
Dostrzec, że w życiu nic nie jest stałe, wszystko się zmienia,
Więc nasze przyjaźnie, braterstwo doświadczeń, wszelkie wspomnienia,
Wewnętrzny kręgosłup, trzon moralnego istnienia,
Zebrać w całość, okrasić z popełnionych błędów wnioskami,
Zacząć „Żyć aż do bólu”, czerpać z codzienności garściami,
Brać i dawać bo nawet w Hip Hopie nie jesteśmy sami…