Noc była już bardzo późna. Podszedłem do okna, powoli, po cichu aby nie obudzić tej jedynej, pięknej wspaniałej… obejrzałem się, spała, cicha, spokojna, pogodna. Na jej obliczu widniał, piękny uwodzicielski uśmiech. Podszedłem do okna. Na zewnątrz szalała burza, pioruny co rusz rozświetlały niebo, robiło się jasno, po czym rozlegał się huk gromu. Otworzyłem okno balkonu, wyszedłem na taras. Wiatr zacinał. Na moją nagą postać spadły niezliczone ciepłe krople sierpniowej ulewy. Morze było wzburzone, fale unosiły się do góry, zawijały, po czym spadały w dół, zagłuszane przez szum wiatru i ryk burzy. Oparłem się o balustradę zauroczony tym nagłym pokazem siły Matki Natury. Wiedziałem jak bardzo śmieszna jest dla Niej tak krucha istota jak ja… ktoś się do mnie przytulił, znałem ciepło tego ciała, rytm bicia jego serca, pocałunek, który spłynął aksamitnie na mój kark, też był mi znany. Staliśmy w samym środku tego cudu, spokojni, cisi, pokorni… marząc by żyć wiecznie
Natura
Opublikowane przez Nieoczywisty
Przychodzi taki czas w życiu, kiedy nie możesz już dłużej dusić swych słów w duszy! Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest Nieoczywisty